Pierwszoroczny junior Mateusz Gajdulewicz okazał się najlepszym z Polaków podczas zakończonego wczoraj wyścigu Złote Koło Dobczyce. Młody Polak podzielił się z nami swoimi odczuciami po wyścigu.

Zawodnik Warszawskiego Klubu Kolarskiego tak streścił czterodniowe ściganie:

Międzynarodowy Etapowy Wyścig Kolarski Juniorów Złote Koło Dobczyce to jeden z cięższych wyścigów dla naszej kategorii w Polsce, na który w tym roku z powodu małej ilości wyścigów przyjechało dużo świetnych zawodników zza granicy. Świetna organizacja, duża ilość pojazdów zabezpieczających peleton oraz informacje na temat ucieczek i ich przewagi podawanych na bieżąco tylko umilały zawodnikom ściganie.

Pierwszy dzień zakończył się bardzo bliską walką ucieczki z peletonem na kresce oraz brakiem większych różnic czasowych. Drugi dzień rozpoczął się prologiem, na którym pojechałem dobrze, lecz niestety bez rewelacji co dało mi 4 wynik. Popołudniu tego samego dnia odbył się III etap o podobnym terenie do pierwszego. Podjazd niedaleko mety mocno przerzedził grupę do ok. 40 osób, a z niej odbył się sprint.

W ostatnim dniu czekał na nas najcięższy „królewski etap” o którego niezwykłej trudności słyszałem bardzo dużo opinii. Jednak wzajemne oglądanie się na siebie oraz kasowanie praktycznie wszystkich ucieczek przez drużyny z większa ilością zawodników spowodowały wolne tempo i brak możliwości odjazdu. Udało się to jedynie zwycięzcy całego wyścigu, który niestety był na innym poziomie niż cała reszta (2 tytuły mistrza Europy mówią same za siebie). Wyścig kończę na 4, miejscu w klasyfikacji generalnej jako pierwszy z Polaków (co pozostawia niedosyt i pokazuje, że jeszcze wiele pracy przed nami, aby dorównać zawodnikom zza granicy) oraz na 2, miejscu z pierwszorocznych zawodników.

Mateusz Gajdulewicz odniósł się także do tematu, który może być przyczyną przepaści między naszymi juniorami, a tymi najlepszymi na świecie:

Na koniec chciałbym poruszyć temat skracania wyścigów juniorskich przez organizatorów. Jeżeli chcemy dorównać światowej czołówce to potrzebujemy ciężkich wyścigów na naszym krajowym podwórku. Niestety np. ostatni Puchar Polski został skrócony o kilkanaście kilometrów, mimo że już wcześniej jego dystans nie był zbyt długi. Chciałbym tylko zaznaczyć, że mistrzostwa świata w tym roku dla naszej kategorii liczą aż 140 km w dużo trudniejszym terenie. Jeżeli chodzi o dalsze plany teraz czeka mnie chwila odpoczynku, a później kilka mocniejszych cykli przygotowujących mnie do mistrzostw Polski.