fot. Mazowsze Serce Polski

W niedzielę Norbert Banaszek dość niespodziewanie wygrał dwuetapowy wyścig In the footsteps of the Romans. W Bułgarii Polak odniósł swoje pierwsze zwycięstwa w karierze.

Banaszek swój świetny wynik w generalce zawdzięcza głównie sobotniemu występowi. Pierwsza odsłona wyścigu “śladami Rzymian” była bardzo szalona. Ciągle coś się działo, a od peletonu co chwila odrywały się kolejne grupki. Swój udział w takim przebiegu wyścigu miało również Mazowsze Serce Polski – grupa 23-latka.

Spodziewaliśmy się, że do mety dojedzie odjazd, więc od początku atakowaliśmy. Byliśmy w większości odjazdów. W końcu, na 50 kilometrów przed metą uformowała się kilkunastoosobowa grupa, w której znalazłem się ja, Alan i Karol. Mocno pracowaliśmy, bo wiedzieliśmy, że jeśli dojdzie do finiszu z tej grupy, to Alan będzie miał duże szanse na zwycięstwo. Jednak cztery kilometry przed metą, na lekkim wzniesieniu na atak zdecydował się Paul Wright, a ja, nie wahając się choćby przez moment, od razu skoczyłem za nim

– mówił nam Banaszek.

Utworzyła się sześcioosobowa grupka. W jej skład weszli, oprócz Polaka i Wrighta także: Miguel Angel Ballesteros, Jan Andrej Cully, Veljiko Stojnić i Ferenc Szollosi. Zawodnik Mazowsze Serce Polski wiedział, że jeśli uda się jej dojechać do mety, to będzie miał szansę na zwycięstwo, ale mimo to nie angażował się szczególnie mocno w pracę z przodu.

Cały czas miałem z tyłu głowy to, że za nami jedzie Alan, więc nie dawałem mocnych zmian. Jednak pogoń nie potrafiła się odpowiednio zorganizować, więc nasza szóstka dojechała do mety. Ostatni kilometr to nie był typowy finisz – ciągle ktoś atakował. Ja wyczekałem do końca i rozpocząłem sprint na około 200 metrów przed metą. To było dobre rozwiązanie – padało, a finisz był delikatnie pod górę. Dzięki temu później mogłem cieszyć się ze zwycięstwa. Bardzo przyjemne uczucie

– przyznawał.

Drugi i ostatni etap był dla Banaszka zdecydowanie łatwiejszy. Choć na trasie nie brakowało podjazdów, to wszystko odbywało się nieco spokojniej niż dzień wcześniej, a on sam mógł liczyć na pomoc swojej ekipy.

Byłem spokojny o obronę koszulki. Wiedziałem, że mamy bardzo mocny skład. Chłopcy zapewnili mi bardzo duży komfort. Wprawdzie szybko na odjazd zdecydował się Wright, ale nie przejęliśmy się tym zbytnio, ponieważ wiedzieliśmy, że to tylko go zmęczy, dzięki czemu, nie będzie liczył się na finiszu

– tłumaczył nam 23-latek.

Ostatecznie na metę w Bansku przyjechał jako siódmy, czym przypieczętował swoje zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Jego kuzyn Alan zajął w niej 8. pozycję, jednak cichym bohaterem wyścigu był ich kolega z zespołu – Karol Domagalski.

Choć Polak dopiero w Bułgarii wrócił do ścigania po bardzo groźnej kontuzji odniesionej w czerwcu ubiegłego roku w Małopolskim Wyścigu Górskim, to wcale nie było po nim widać ponad rocznej przerwy od startów. Zajął 16. miejsce w “generalce”, a jego jazda wyglądała bardzo dobrze.

Już podczas kryterium w Modlinie widać było, że z jego zdrowiem jest już coraz lepiej, choć nie były to oczywiście zawody pod niego. Potem, podczas naszego zgrupowania w Zieleńcu jeździł dużo i bardzo szybko, świetnie wyglądał na podjazdach. Czasem jak go widzieliśmy, to szczęka nam opadała. Jednak wyścig to coś zupełnie innego, dlatego przed startem Karol trochę się stresował. W zasadzie wszyscy byliśmy bardzo ciekawi, jak mu pójdzie – poszło tak, że zaskoczony był chyba nawet on sam. W sobotę dojechał w pierwszej grupie, a w niedzielę, tuż przed finiszem dał taką zmianę, że aż przyjemnie się na to patrzyło. Po kolacji wypiliśmy za moje zwycięstwo, ale też za powrót Karola, bo to, co ten chłopak zrobił w czasie ostatnich sześciu miesięcy jest po prostu niesamowite

– mówił z podziwem Banaszek, który już teraz myśli o kolejnych startach.

W poniedziałek mamy kryterium po ulicach Sofii – dla nas będzie to forma odpoczynku przed Tour of Bulgaria. Ten wyścig rozpoczniemy już we wtorek, w tym samym mieście, a zakończymy w piątek, w Burgas. 

Przełom lipca i sierpnia jest dla Banaszka bardzo intensywny. Przed występami w Bułgarii startował także w dwóch polskich wyścigach – w Dookoła Mazowsza i Pucharze MON. Jednak na razie nie narzeka na zmęczenie. Choć przerwa od ścigania kolarzy Mazowsze Serce Polski była zdecydowanie krótsza niż w przypadku tych, jeżdżących dla innych polskich grup, to i tak 23-latek cieszy się, że wreszcie się skończyła.

Na szczęście my mieliśmy okazję, by jeszcze w czasie kalendarzowej zimy pościgać się w Turcji czy Grecji, więc i tak byliśmy w niezłej sytuacji. Przed oficjalnym startem sezonu mieliśmy jeszcze kryterium w Modlinie i zgrupowanie w Zieleńcu, więc nie czuliśmy, że ta przerwa była aż tak długa. Oczywiście mimo wszystko bardzo się cieszymy, że wracamy do ścigania. Teraz skupiamy się na wyścigach, a nie na treningach, a to jest coś, co pasuje chyba każdemu zawodnikowi

– zakończył.