fot. Chinese Olympic Comittee

Tym razem w naszym cyklu wspominamy wyścig, który rozgrywany był dość niedawno. Zapraszamy do zapoznania się z historią Tour of Beijing.

W 2008 roku w Pekinie odbyły się igrzyska olimpijskie. Po nich narodził się pomysł organizacji etapowego wyścigu wokół stolicy Chin. Był to początek popularyzacji kolarstwa na kontynencie azjatyckim. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) podpisała czteroletnią umowę z organizatorami Tour of Beijing i włączyła zmagania do cyklu World Tour.

Wyścig dookoła Pekinu jest dla UCI znaczącym krokiem w polityce globalizacyjnej kolarstwa. Podobnie jak w innych krajach tego kontynentu, Chiny szybko chcą stać się ważnym punktem na mapie kolarskiego świata i jesteśmy bardzo zadowoleni, aby móc sfinalizować ten projekt – co stanowi wielkie osiągnięcie dla całego azjatyckiego kolarstwa. Jestem pewien, że przy współpracy z władzami w Pekinie i entuzjazmem całego społeczeństwa, wyścig będzie bardzo udany

– powiedział ówczesny prezydent UCI, Pat McQuaid cytowany przez nasz portal w kwietniu w 2011 roku.

Pierwsza edycja rozpoczęła się 5 października 2011 roku czasówką dookoła Parku Olimpijskiego. Co ciekawe, kolarze ścigali się na zwykłych rowerach, a nie na czasowych. Najlepszy okazał się Tony Martin, który był świeżo upieczonym mistrzem świata w jeździe na czas. Niemiec sięgnął wówczas w Kopenhadze po pierwszy ze swoich czterech tytułów.

Kolejnego dnia kolarze przystąpili do ścigania spod Stadionu Olimpijskiego. Sprinterski odcinek wygrał Heinrich Haussler z Team Garmin-Cervelo. Pagórkowaty trzeci etap uznawany był za najtrudniejszy. Z ucieczki triumfował Nicolas Roche (AG2R La Mondiale) przed Philippem Deignanem i Chrisem Froomem. Tuż za nimi przyjechał jednak peleton.

Na następnym sprinterskim odcinku, który zakończył się pod olimpijskim centrum wioślarsko-kajakarskim, dublet zaliczyli kolarze Liquigas-Cannondale – Elia Viviani i Peter Sagan. Piąty, ostatni etap po finiszu z peletonu pod Stadionem Olimpijskim wygrał Denis Galimzyanov z Katushy. Prowadzenie w klasyfikacji generalnej przez cały wyścig utrzymał Tony Martin. Kolarz HTC-High Road wyprzedził Davida Millara i Chrisa Froome’a. Zawodnik Sky Procycling niecały miesiąc przed Tour of Beijing zajął 2. miejsce w Vuelta a Espana. Po latach okazało się, że jednak triumfował w hiszpańskim tourze ze względu na dyskwalifikację Juan Jose Cobo.

W pierwszej edycji zabrakło polskich kolarzy. Na szczęście zmieniło się to w kolejnym roku.  Na starcie ostatniego w sezonie wyścigu World Tour stanęli: Tomasz Marczyński (Vacansoleil-DCM), Maciej Paterski (Liquigas-Cannondale), Jarosław Marycz i Rafał Majka (obaj Team Saxo Bank-Tinkoff Bank). Ostatni z nich jako 22-letni utalentowany góral był liderem swojego zespołu.

Majka, który przejechał Vueltę i uczestniczył we włoskich klasykach będzie dla nas znakomitym liderem. Ten wyścig pasuje idealnie dla niego. W tym roku Tour of Beijing jest zupełnie inny, ponieważ nie ma jazdy na czas, więc mamy nadzieję na dobre rezultaty podczas górskich etapów. Jesteśmy gotowi do rywalizacji o zwycięstwa

– przyznał przed wyścigiem dyrektor zespołu Philippe Mauduit.

Pierwszy płaski etap pod Stadionem Olimpijskim w Pekinie padł łupem Elii Vivianego. Decydujący okazał się drugi odcinek z trzema trudnymi podjazdami. Stawce o 46 sekund odjechał zwycięzca poprzedniej edycji Tony Martin, już jako kolarz Omega Pharma-Quick Step. W małej grupie pościgowej znaleźli się Marczyński i Majka. “Zgred” został liderem klasyfikacji młodzieżowej.

Na zjazdach pojawiła się luka między mną i innymi kolarzami. Do mety było około 20 kilometrów i postanowiłem spróbować. Kiedy jest jeden kolarz z przodu, to reszta się ogląda na siebie. Jestem w dobrej formie i opłaciło się zaatakować

– skomentował etap Tony Martin, który potwierdził duże umiejętności jazdy na czas.

Utrudnienie Tour of Beijing spowodowało, że już następnego dnia kolarze na koniec zmierzyli się z kilometrową ścianką Badaling Great Wall. Triumfował Francesco Gavazzi z Astany. Dzień później z peletonu wygrał Marco Haller (Team Katusha). Przed ostatnim etapem z naszym portalem porozmawiał siódmy kolarz klasyfikacji generalnej, Tomasz Marczyński.

Środowy [drugi] etap w pewien sposób ułożył klasyfikację generalną. Wczoraj, chociaż mówiło się, że to królewski etap, nie był on taki straszny. Jechałem czujnie z przodu, bo to różnie bywa. Spodziewałem się ataków, jednak ten finałowy podjazd nie był specjalnie wymagający, na tyle by mógł przewrócić klasyfikację do góry nogami i by można było coś nadrobić. Bardziej odczułem środowy etap, bo to i różnica czasowa i miałem problemy żołądkowe. Ale dzisiaj jest już w miarę dobrze. Oczywiście na ostatnim, jutrzejszym etapie trzeba dalej być czujnym i jechać z przodu peletonu. Zobaczymy, jak ten etap będzie przebiegał i czy będzie jeszcze możliwość poprawienia lokaty w generalce

– powiedział “Maniek”.

W Ping Gu po walce z ucieczki Steve Cummings pokonał Rydera Hesjedala. Ósme miejsce zajął Rafał Majka, który zamienił się z Tomaszem Marczyńskim lokatami w klasyfikacji generalnej i zakończył zmagania na 7. pozycji. Kolarz Saxo Bank utrzymał także prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej. Tytuł obronił Tony Martin.

“Panzerwagen” wystartował także w trzeciej edycji, ale zakończył ją na 6. miejscu. W 2013 roku 4 etapy zakończyły się rywalizacją sprinterów. Dwa odcinki wygrał Nacer Bouhanni, a po jednym Thor Hushovd i Luka Mezgec.

Kluczowy dla całego wyścigu okazał się podjazd na Mentougou Miaofeng Mountain na metę 4. etapu. Benat Intxausti najpierw zabrał się w ucieczkę dnia, ale postanowił wrócić do peletonu. Kolarz Movistaru ponownie zaatakował w samej końcówce, co zagwarantowało mu zwycięstwo na etapie, a także w całym wyścigu. To jedno z nielicznych zwycięstw Hiszpana znanego głównie z roli pomocnika.

Michał Gołaś w trzeciej edycji zajął 61. miejsce. Rok później kolarz Omega Pharma-Quick Step był 49., ale został najlepszym góralem. Na 3. etapie polski kolarz zabrał się w ucieczkę dnia i wygrał sześć z siedmiu premii górskich. Odjazd z Polakiem został złapany na 13 kilometrów przed metą. Gołaś objął zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji górskiej i nie oddał go do końca Tour of Beijing.

To był typowy azjatycki wyścig, gdzie brakowało kibiców. Na trasie trudno było zobaczyć ludzi. Pamiętam także problemy ze smogiem w Pekinie. Mimo wszystko wyścig wspominam bardzo miło, głównie ze względu na koszulkę górala. Z drugiej strony nie żałuję za bardzo, że się nie odbywa. Termin nie był dobry, bo w październiku brakuje już trochę energii i taka wyprawa do Pekinu nie była dobrze przyjmowana przez kolarzy. Jeśli chodzi o koszulkę górala, to w ucieczce jechałem z kolegą z zespołu Julianem Alaphilippem. Miałem walczyć o punkty na premiach górskich, a on o etap, ale w połowie ścigania powiedział, że nie czuje się na siłach. Ucieczka ostatecznie nie dojechała do mety

– wspominał dla nas po latach Michał Gołaś.

Zwycięzcą wyścigu został Philippe Gilbert. Belg z BMC Racing Team triumfował na 2. etapie, gdzie przejął od Luki Mezgeca czerwoną koszulkę lidera i zachował ją do samego końca.

Wczorajszy etap z 10-kilometrową wspinaczką był dla mnie bardzo trudny. Byłem szczęśliwy, że utrzymałem prowadzenie. Dzisiaj też było nerwowo, bo miałem tylko trzy sekundy przewagi. Na szczęście jechałem wysoko w peletonie. Wyścig był wspaniałym doświadczeniem i cieszę się, że trafił na listę moich zwycięstw. Miło było jeździć w tak pięknym miejscu

– przyznał Gilbert po ostatnim odcinku.

Ostatni etap w historii padł łupem Luki Mezgeca. Tylko Słoweniec i rok wcześniej Nacer Bouhanni zdołali wygrać dwa etapy podczas jednej edycji. Po dwa triumfy etapowe w czteroletniej historii sięgnęli także Tony Martin i Elia Viviani. Kolejną statystyczną ciekawostką jest fakt, że wszystkie edycje Tour of Beijing ukończyli Enrique Sanz, Jesus Herrada i Adam Hansen. Australijczyk trzykrotnie w latach, kiedy przejechał trzy wielkie toury.

Już przed ostatnią edycją było wiadomo, że chińska impreza przestanie istnieć. Wyścig nie cieszył się dobrą opinią w kolarskim świecie z powodu niezbyt dobrej organizacji, mało ciekawej trasy i terminu na koniec sezonu. Zespoły World Tour nie wysyłały do Państwa Środka najsilniejszych składów. Można nawet przyznać, że cztery edycje były dla UCI eksperymentem.

To nie będzie wielka strata

– powiedział prezydent UCI Brian Cookson po ogłoszeniu, że unia nie przedłuży umowy z organizatorami.

UCI wydało na Tour of Beijing 2 miliony euro i nie była to udana inwestycja. Kolarskie władze nie zrezygnowały z popularyzacji dyscypliny w Azji. Kolarze z tego kontynentu zaczęli pojawiać się w europejskich wyścigach. Od 2017 roku pod koniec sezonu rozgrywane są inne chińskie zawody z cyklu UCI – Tour of Guangxi.