Fot. naszosie.pl

W bieżącym sezonie Scott przygotował dla swoich klientów kilka nowości. Jedną z nich jest wspomniany w tytule nowy model Addict RC 30. Pachnący nowością rower miałem okazję testować przez dłuższy czas i zrobiłem na nim ponad tysiąc kilometrów. Chyba żadna testówka do tej pory nie zrobiła na mnie tak pozytywnego wrażenia…

Rama

Autorski pomysł na wykonanie zintegrowanego mostka i wszystkie linki schowane to pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy przy kontakcie z Addict’em. Wygląda bardzo nowocześnie, schludnie, ale nie szokuje. Rama nie ma żadnych dziwnych rozwiązań, nietypowych przekrojów, elementów amortyzujących. Jest w tym wszystkim bardzo stonowana, krzyczy jedynie wyróżniającym się kolorem. Wykonana jest z karbonu HMX, który charakteryzuje się bardzo cienkimi włóknami przy zachowaniu dużej sztywności. Zarówno widelec, rura sterowa, sztyca podsiodłowa również są karbonowe. Ten model występuje w dwóch kolorach: żółtym i niebieskim.

Według Scott’a geometria tego modelu jest typowo wyścigowa, jednak nie zabrakło tu kilku elementów poprawiających wygodę. To między innymi dosyć wysoka główka ramy i kąt przedniego widelca, który lekko ucieka do przodu. Taki zabieg powoduje, że ten model jest niesamowicie wygodny. Jeździło mi się na nim raczej jak na szybkim rowerze z gatunku endurance, niż jak na wyścigowej maszynie. Na pewno było to spowodowane tym, że nie obniżyłem kokpitu do poziomu ramy… Wtedy pewnie zmieniłbym zdanie.

Osprzęt

Jeśli chodzi o osprzęt to znana od trzech sezonów Ultegra. Zarówno klamkomanetki, korba i hamulce pochodzą z tej grupy. Łańcuch zaś i kaseta pochodzą z niższej grupy 105. Korba wyposażona jest w blaty 52×36, rozpiętość kasety to 11-30. Takie zestawienie daje do zrozumienia, że to rower do ścigania raczej po górach i pagórkach niż po płaskim. Do jeszcze szybszego pokonywania kilometrów Scott ma w swojej ofercie Foil’a. Addict nie grzeszy również wagą, bo niespełna 8 kg to bardzo dobry wynik jak na rower z hamulcami tarczowymi.

Pomimo skomplikowanego na pierwszy rzut oka prowadzenia linek przerzutek precyzja ich działania jest bardzo dobra. Najczęściej zawodzącym elementem są zazwyczaj półbiegi w przedniej przerzutce. Tutaj po tysiącu kilometrów wszystko działało bez zarzutu i ani razu nie musiałem korygować fabrycznych regulacji linek. To tylko potwierdza kawał roboty włożonej w design tego modelu.

Kierownica

Najwygodniejsza kierownica świata…
Każdy dostępny chwyt jest niesamowicie wygodny. Od góry jest spłaszczona, nie ma przy tym zbyt dużego zasięgu, a drop też jest idealny. Śmiało można jeździć „całe życie w dolnym chwycie”, który nie do końca lubię, jeśli rower nie jest po fittingu specjalnie dla mnie. Tak, w Addict’cie było wszystko doskonale. Końce kierownicy lekko unoszą się go góry, co powoduje jeszcze lepsze podparcie dla nadgarstków i nie ma wrażenia, że ręce spadają do dołu z kierownicy.

Ten kokpit to chyba najmocniejsza strona tego roweru. Z nieukrywaną przyjemnością wychodziłem na treningi, a mój rower, którym jeżdżę na co dzień poszedł w odstawkę. Można być pewnym, że większość Twoich kolarskich znajomych zacznie o niego pytać na grupowej ustawce. Można też kupić Addict’a z klasycznym mostkiem, ale to już nie to samo. Co ciekawe sam mostek rozkłada się na części pierwsze bardzo łatwo. Da się wymienić ten element bez potrzeby wyciągania linek.

Opony

28 mm to standard szerokości, który coraz częściej można spotkać w rowerach szosowych. Na taki rozmiar opon zdecydował się producent i uważam, że to strzał w 10. Te kilka milimetrów więcej powoduje że możemy zapomnieć o dyskomforcie związanym z jazdą po kiepskiej nawierzchni. W połączeniu ze wspomnianą wcześniej dobrze wykonaną karbonową ramą, wygodnym kokpitem i szerokimi oponami Scott stworzył bardzo uniwersalny rower. Dający radę po dziurach i po górach. Koła to podstawowy model wykonany z aluminium. Model wyżej jest już wyposażony w karbonowe obręcze o wyższym stożku.

Scott zastosował kilka ciekawych patentów jak na przykład zaślepka zakrywająca śruby od zacisku hamulcowego. Wykonana jest z karbonu i posiada kawałki magnesu na obrzeżach. W widelcu również jest magnes dzięki czemu można ją łatwo zdjąć i założyć. Jak widać trzyma się dosyć dobrze, bo na naszych dziurawych drogach nie udało mi się jej zgubić.

Drugą ciekawostką jest kluczyk do odkręcania sztywnych osi. W każdej chwili możemy go włożyć w insert w przedniej lub tylnej ośce. W razie potrzeby wymiany dętki będzie zawsze pod ręką. Podobnie jak zaślepka w widelcu trzyma się bardzo solidnie i nie ma obaw, że się zgubi po drodze.

Podsumowanie

Ile kosztuje Scott Addict RC 30 ? 14 399 zł. Według mnie to dosyć sporo. Jednak po przejechaniu ponad 30 godzin na tym rowerze uważam mimo wszystko, że jest wart swojej ceny. Pewnie się powtórzę pisząc, że jest niesamowicie wygodny… Rama wybierająca nierówności i sztywna tam gdzie trzeba, idealna kierownica, tarczowe hamulce, niezawodna Ultegra. Te słowa wybrałbym jeśli miałbym go opisać w jednym zdaniu. Do tego przemyślane prowadzenie linek, które często jest bolączką tego typu rowerów, szerokie opony i ogólny wygląd to kolejne jego zalety. Tak samo jak walory użytkowe niektórzy stawiają na pierwszym miejscu wygląd roweru, a tutaj Addict nie ma się czego wstydzić. Do pełni szczęścia brakuje Di2 i karbonowych kół, ale to oferuje model oczko wyżej. Niestety wiąże się to z tym, że jedynkę z przodu w cenie trzeba zamienić na dwójkę, a to już kwota za którą można kupić całkiem dobry używany samochód.

Mocne strony:

– Sztywna i lekka rama

– Wygodna pozycja w każdym chwycie kierownicy

– Wszystkie linki schowane w kierownicy, mostku i ramie

– Niska waga (7,9 kg)

Słabe strony:

– Gdy konieczna będzie wymiana mostka na inną długość, trzeba liczyć się ze sporym wydatkiem ( około 500 zł )

– dosyć wysoka cena

Dystrybutor: Scott Polska