fot. Tour Down Under

Kolarz pochodzący z Tasmanii przyznaje, że obecna sytuacja wywołana pandemią COVID-19 sprawiła, że o wiele bardziej będzie doceniać, chociażby możliwość treningu na świeżym powietrzu.

Obecna sytuacja na kolarskim rynku robi się coraz trudniejsza. Wiemy o wielu problemach w drużynach takich jak CCC Team oraz Mitchelton-Scott. Wiele zespołów już zdecydowało się na cięcia wynagrodzeń na liście płac. Na ten temat wypowiedział się Richie Porte w wywiadzie dla Cyclingnews.

Nie jest miło widzieć i czytać, że inne zespoły muszą to robić (zmniejszać wynagrodzenia) i zniechęcać swoich pracowników. Będzie to miało wpływ na wszystkich. W normalnym życiu ludzie tracą pracę i środki do życia, więc jesteśmy dość chronieni

– stwierdził 35-letni zawodnik.

Tasmańczyk w obecnym sezonie wygrał swój rodzimy Santos Tour Down Under, a jego ostatnim startem był wyjątkowy w tym roku wyścig Paryż-Nicea, którego ostatni etap został odwołany. Sam zainteresowany Porte opowiedział, jak “wyścig ku Słońcu” wyglądał z jego perspektywy.

Paryż-Nicea był normalnym wyścigiem, gdy się jeszcze ścigaliśmy. Gdy miałem okazję porozmawiać z innymi zawodnikami, wiele się dyskutowało na temat koronawirusa i tego, czy powinniśmy tam być. Wielu z nas myślało, że wyścig zostanie przerwany. Udało nam się dokończyć ściganie, ale oczywiście ostatni etap został odwołany. To była dziwna sytuacja.

– przyznał zawodnik Trek – Segafredo.

Richie Porte obecnie przebywa wraz ze swoją żoną i dwuletnim synem w domu w Monako. Oczywiście nie trenuje na zewnątrz, tylko na swoim trenażerze. Zwraca on uwagę na to, że po pandemii będzie bardzo doceniać możliwość treningu na świeżym powietrzu.

W tej chwili myślę, że muszę potrenować na trenażerze i starać się zachować jakąkolwiek dyspozycję. Możliwość wyjścia na trening na zewnątrz będzie absolutną rozkoszą. Będzie to czymś, czego nigdy więcej nie będę traktować, jakby było dane raz na zawsze

– zakończył Tasmańczyk.