fot. bdc-mag.com

W czasie, w którym nie są rozgrywane żadne wyścigi, można przypomnieć imprezy kolarskie, które są już tylko przeszłością. Jednym z bardziej znanych wyścigów, który nie jest już rozgrywany, jest Trofeo Baracchi. Włoskie zawody nie odbywają się już od 30 lat, a polscy kibice mogą kojarzyć je z sukcesów naszych kolarzy.

Trofeo Baracchi był jednym z ważniejszych wyścigów w kolarskim kalendarzu. Można tylko żałować, że jego historia zakończyła się 30 lat temu. Ostatnia edycja odbyła się w 1991 roku. Zawody w formacie jazdy indywidualnej na czas zaliczanej do Pucharu Narodów wygrał Tony Rominger. Wszystko zaczęło się jednak 50 lat wcześniej. Przedsiębiorca z Bergamo, Mino Baracchi stworzył imprezę kolarską na cześć swojego ojca, Angelo, który był wielkim pasjonatem kolarstwa. Początkowo w wyścigu startowali amatorzy, ale później dołączyli także zawodowcy.

Pierwszą edycję wygrał w 1941 roku Michele Motta. Karierę tego kolarza można kojarzyć głównie z Trofeo Baracchi, gdyż wygrał ten wyścig trzykrotnie. Od 1949 do 1990 roku kolarze ścigali się parami. W 1991 roku ostatnią edycję wygrał Rominger, a potem Trofeo Baracchi przeszło do historii. Powodem było pozwolenie zawodowcom na start na Igrzyskach Olimpijskich w 1992 roku.

Ściganie się w tym wyścigu indywidualnie jest grzechem. Mam nadzieję, że w przyszłym roku wrócimy do starych zasad

– powiedział Rominger po minięciu linii mety w 1991 roku. Wiemy, że kolejnej edycji już nie było.

Wyścig rozgrywany był dookoła Bergamo i kończył się na welodromie Dalmine. Do pokonania było ponad 100 kilometrów. Zawody odbywały się jesienią i często były zwieńczeniem całego sezonu. Pierwszą edycję wygrali Fiorenzo Magni i Adolfo Grosso. Magni z innymi partnerami okazał się najlepszy także podczas dwóch kolejnych wyścigów. Później przez 3 laty nie do pokonania byli Fausto Coppi i Riccardo Filippi. Mino Baracchi chciał jak najbardziej uatrakcyjnić wyścig. Dlatego zawodnicy ścigali się po wymagającej trasie w nieraz bardzo ciekawych duetach. Nie zawsze tworzyli je koledzy z zespołu.

Wyścig rzadkich bestii. To zwierzęta rywalizujące do tego stopnia, że połączą siły z największym rywalem, aby tylko wygrać

– powiedział Jean Stablinski, który akurat nie wpisywał się w przedstawiony przez siebie schemat i w 1965 roku wygrał wyścig w duecie z Jacquesem Anquetilem – rodakiem i zespołowym kolegą.

Dwa lata wcześniej Anquetil startował razem ze swoim rywalem Raymondem Poulidorem. Zajęli wówczas 2. miejsce. “Monsieur Chrono” triumfował dwukrotnie – w 1962 roku (z Rudim Altigiem) oraz w 1968 roku (z Felice Gimondim). Ciekawą historię miał szczególnie pierwszy z tych wyścigów, kiedy organizatorzy połączyli zwycięzcę Tour de France i Vuelta a Espana. Altig narzucił tempo, którego Anquetil nie zdołał utrzymać. Francuz tracił dystans do partnera, który na niego czekał i kilkukrotnie go popychał. Jacques Anquetil nazywał włoski wyścig “bałaganem i skokiem w ciemność”.

W 1966 i 1967 roku wygrali Eddy Merckx i Ferdinand Bracke, obaj jeżdżący w Peugeot. W 1969 roku Trofeo Baracchi było pierwszym startem Merckxa od groźnego wypadku na torze w Blois. O losach wyścigu, w którym Belg wystartował z utalentowanym, zwycięzcą etapu Giro d’Italia, Davide Boifavą możemy przeczytać w książce “Eddy Merckx – Kanibal” autorstwa Daniele Friebe’a. “Kanibal” z młodym Włochem rozpoczęli bardzo mocno i wyszli na prowadzenie.

Byłem cały w nerwach przed startem, bo jazda z Merckxem to były dla mnie zaszczyt i wielka odpowiedzialność. Było wiadomo, że jeśli wygra Eddy, wszyscy powiedzą: “oczywiście”, a jeśli przegramy, będzie na mnie

– przyznał Davide Boifava.

Niespodziewanie kryzys dopadł samego Eddy’ego Merckxa. To Boifava przejął stery w duecie, ale jego legendarny partner słabł z każdym metrem. Ostatecznie zajęli 3. miejsce, a po zwycięstwo sięgnęli Herman van Springel i Joaquim Agostinho.

Poszło mi źle, bardzo źle. Boifava świetnie się spisał… to ja wszystko popsułem

– powiedział dziennikarzom zrozpaczony Eddy Merckx, który wcześniej przeprosił Włocha. “Kanibal” wygrał Trofeo Baracchi jeszcze w 1972 roku, w parze z Rogerem Swertsem.

Aż pięciokrotnie zwycięstwo świętował Francesco Moser. Za każdym razem z innym kolarzem. W 1974 roku z Royem Schuitenem, a rok później z Gianbattistą Baronchelim. W 1979 roku organizatorzy połączyli wielkich rywali – Mosera i Giuseppe Saronniego. Dwie wielkie gwiazdy i dwóch indywidualistów. W tym samym roku walczyli oni o zwycięstwo w Giro d’Italia i lepszy okazał się Saronni. W Trofeo Baracchi wygrali z przewagą dwóch minut. Zrezygnowali ze wspólnej rozgrzewki i spotkali się dopiero na starcie. Niezbyt dobra relacja między dwoma kolarzami na przykładzie startu w Trofeo Baracchi została opisana w książce Colina O’Briena pt.”Giro d’Italia. Historia najpiękniejszego wyścigu kolarskiego świata”. Saronni wspominał, że Moser całkowicie go zmęczył. Przyznał też, że jego rodak wolałbym sam przyjechać na metę, nawet przegrywając, niż wygrać wspólnie z nim. Francesco Moser śmiał się, że Saronni był tak niski, że nawet kiedy prowadził, to i tak sam brał na siebie wiatr. Moser wygrał wyścig jeszcze w 1984 roku (z Bernardem Hinaultem) i w 1985 roku (z Hansem-Henrikiem Orstedem).

Ostatnie lata wyścigu to także polskie akcenty. W 1986 roku organizatorzy połączyli Lecha Piaseckiego i Giuseppe Saronniego. Polsko-włoski duet sięgnął po zwycięstwo. Rok później zajęli 2. miejsce za włoską parą – Bruno Leali i Massimo Ghirotto. Na 3. pozycji uplasowali się Czesław Lang i Rolf Goelz.

Z jazdą parami jest tak jak z jazdą w drużynie: wielkie gwiazdy nie zawsze rwą się do pracy. Pierwsze nieoficjalne mistrzostwo świata w jeździe parami, Trofeo Baracchi, zdobyłem w 1986 z Giuseppe Saronnim. To był jeden z najlepszych kolarzy tej epoki, ale jechało się z nim… ciężko. Musiałem czekać, nie pracował mocno. Bardzo chciałem jechać z Cześkiem, ale wspólnego startu doczekaliśmy się dopiero w 1988. Pan Colnago się zgodził i specjalnie dla nas, na ten wyścig, zrobił karbonowe rowery. Wtedy to była absolutna nowość

– to wypowiedź Piaseckiego, którą znajdziemy w autobiografii Czesława Langa “Zawodowiec”.

Zwycięstwo Czesława Langa i Lecha Piaseckiego było jedynym triumfem wewnątrz-polskiego duetu w historii Trofeo Baracchi. Dwa lata później w ostatniej edycji wyścigu rozgrywanego parami Zenon Jaskuła i Joachim Halupczok zajęli 2. miejsce za Rolfem Goelzem i Tomem Cordesem.

Obecnie Trofeo Baracchi nie istnieje. Nie ma także wyścigu rozgrywanego parami. Można tylko pomyśleć, jakie duety mogłyby być najlepsze? Jakich kolarzy typowalibyście do zwycięstwa, gdyby Trofeo Baracchi rozgrywane było do naszych czasów?