fot. Deceuninck-Quick Step

Duński kolarz w bieżącym sezonie uzbierał aż 19 dni wyścigowych oraz został mistrzem świata w madisonie w parze ze swoim rodakiem Lasse Normanem Hansenem. Wszystko, jednak mogło wyglądać zupełnie inaczej.

Na piątym, jak się okazało ostatnim etapie UAE Tour na starcie nie pojawił się Michael Mørkøv. Dzień wcześniej zawodnik Deceuninck Quick-Step poleciał do Berlina, aby wziąć udział w mistrzostwach świata w Berlinie na torze. Jak się okazało w nocy przed szóstym etapem wykryto koronawirusa u członków obsługi UAE Team Emirates, a pozostałe osoby przebywające w kolumnie wyścigu zostały poddane kwarantannie. W wywiadzie dla L’Equipe Duńczyk opowiedział, jak ta sytuacja wyglądała z jego strony.

Nie mogę uwierzyć, jakie miałem szczęście z sytuacją w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, wyjeżdżając tuż przed wybuchem epidemii koronawirusa. To był tylko zbieg okoliczności, że nie zostałem kolejny dzień na UAE Tour

– przyznał 34-latek.

Po dotarciu tych niepokojących informacji ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mørkøv oczywiście został odizolowany oraz poddany testom na obecność COVID-19.

Oczywiście, jako potencjalny nosiciel wirusa, nie chciałem ryzykować czyjegoś zdrowia, więc chcieliśmy zobaczyć, jak sprawy się rozwinęły. Siedziałem zaledwie 500 metrów od toru i pomyślałem, że wyścig, o którym marzyłem obejrzę w telewizji, co było psychicznie trudne

– powiedział kolarz “Watahy”.

Na szczęście wynik testu okazał się negatywny i Michael Mørkøv został dopuszczony do startu w madisonie. Jak się okazało ten szalony weekend w Berlinie zakończył się dla niego wielkim sukcesem.

Kiedy pan (z komitetu organizacyjnego Mistrzostw) zadzwonił do mnie, aby powiedzieć, że mogę się ścigać byłem tak szczęśliwy, że musiałem to trzykrotnie potwierdzić. Poszedłem prosto na tor, aby zrobić trening i spróbować być gotowym na start. Skończyło się na tak wyjątkowym wyścigu z Lasse. Prawdopodobnie był to nasz najlepszy wspólny wyścig 

– zakończył Duńczyk.