fot. Team Ineos

Vincenzo Nibali należy do największych gwiazd trwającego wyścigu Volta ao Algarve (2.Pro). 34-letni Włoch rozpoczyna szesnasty sezon w karierze – tym razem w nowych barwach, ale z taką samą motywacją jak zawsze, czyli młodego chłopaka głodnego ścigania i bezpośredniej rywalizacji.

Nibali ma na koncie zwycięstwa we wszystkich trzech wielkich tourach oraz wiele innych prestiżowych wygranych, które czynią jego palmáres niemal kompletnym. Nie przeszkadza mu to jednak w stawianiu sobie kolejnych celów – w tym sezonie jest to między innymi wyścig Giro d’Italia oraz olimpijski wyścig w Tokio.

– Kiedy spojrzę w przeszłość widzę wiele rzeczy. Nie jestem młodzikiem, ale jednocześnie nie czuję się staro, wiek jest tylko liczbą. Wciąż jestem głodny ścigania i walki, tak samo jak wtedy, kiedy byłem młodym chłopakiem.

Rozpoczynanie nowego sezonu jest dla mnie rutyną, ale nie stanowi to dla mnie problemu. Nie chcę już więcej trenować, chcę się ścigać, ponieważ ściganie jest o wiele lepsze od treningu! Zima się już kończy, a ja przejechałem wiele kilometrów treningowych

– powiedział włoskiemu dziennikowi “La Gazzetta dello Sport” Nibali.

W portugalskim wyścigu etapowym kolarz pochodzący z Messyny będzie musiał zmierzyć się z kilkoma zawodnikami reprezentującymi inne pokolenie jak chociażby 20-letni Remco Evenepoel (Deceuninck-Quick Step) czy 25-letni Mathieu Van der Poel (Alpecin-Fenix). Jest tego świadomy, ale jednocześnie – stwierdzając nieco filozoficznie – przyjmuje rzeczy takimi, jakie są.

– Kiedy masz 25 lat życie wygląda inaczej niż gdy masz 35. Będąc młodym koncentrujesz się wyłącznie na jeździe na rowerze, zaś później w twoim życiu dzieje się o wiele więcej rzeczy, włącznie z rodziną i dziećmi. Najtrudniejszą rzeczą jest znaleźć w tym wszystkim równowagę. Ja wiem, że muszę podchodzić do wszystkiego krok po kroku, skupiać się na tym, co tu i teraz. Nie myślę o tym, co będzie za dwa lata

– wyjaśnił Vincenzo Nibali.

Na wyścig Volta ao Algarve kolarz Trek-Segafredo przyjechał prosto z dwunastodniowego zgrupowania na Teneryfie, podczas którego przejechał 1348 km, spędził na siodełku 48 godzin i pokonał 31,5 tys. metrów przewyższenia.  Wcześniej trenował na Majorce i na rodzinnej Sycylii, trafiając na sprzyjające warunki atmosferyczne, dzięki którym – jak sam przyznał – nie opuścił ani jednego dnia treningowego.

W wywiadzie dla swojego rodzimego dziennika sportowego “Rekin z Messyny” wspomniał także o tym, że obawia się rozprzestrzeniającego się w świecie koronawirusa. Przy okazji poinformował, że drużyna Trek-Segafredo wprowadziła z tej okazji dodatkowe środki bezpieczeństwa do swojego protokołu medycznego.

– Jestem tym delikatnie zmartwiony. Do protokołu medycznego naszej drużyny dodaliśmy kilka rzeczy, takich jak częstsze mycie rąk i niedotykanie twarzy. Gdy podróżowałem na Teneryfę, korzystałem także z maski. Uderzyło mnie to, że odwołano maraton w Tokio. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy do IO

– zakończył.