fot. Groupama-FDJ

Po prawie siedmiomiesięcznej przerwie od ścigania, która nastąpiła po wycofaniu się w dramatycznych okolicznościach z Tour de France 2019, Thibaut Pinot (Groupama-FDJ) wrócił do ścigania w Tour de la Provence – czterodniowym wyścigu odbywającym się – jak nazwa wskazuje – w Prowansji.

Podczas pierwszego etapu tego prowansalskiego wyścigu Pinot miał szansę ponownie poczuć wyścigowy rytm, ale z uwagi na to, że był to odcinek sprinterski jego rola ograniczyła się do zadbania o to, aby bezpiecznie dojechał w peletonie, co się zresztą udało. Prawdziwy i jednocześnie pierwszy test w sezonie nadejdzie dla Francuza w sobotę, kiedy to finisz zostanie rozegrany w stacji narciarskiej Chalet Reynard, położonej gdzieś po drodze na legendarny szczyt Mont Ventoux.

Wówczas będzie okazja do sprawdzenia, jakie efekty przyniosło dwudziestodniowe zgrupowanie na Teneryfie, które Thibaut Pinot właśnie zakończył. Należy jednak pamiętać, że kolarz ścigający się bezpośrednio po treningach na wysokości może nie osiągnąć natychmiast najwyższej dyspozycji, a ponadto jest dopiero luty. Choć na południu Francji rozpoczął de facto przygotowania do Tour de France, który to wyścig jest jego największym celem, to najważniejsze bitwy jeszcze przed nim.

– Przewróciłem stronicę z Tourem 2019. Czas iść do przodu i skoncentrować się na nowym sezonie. Nie czuję presji, co sprawia, że to wszystko jest jeszcze bardziej ekscytujące. Zaczynam od zera. W tym wyścigu nie myślę o wynikach, ale bardziej o tym, aby po prostu dobrze czuć się na rowerze. Nie jestem pewien co do mojej formy, ale być może jest ona taka sama jak w poprzednim sezonie o tej porze. Ten wyścig ma wspaniałą trasę, wymagającą i zanosi się na wspaniały tydzień

– powiedział Thibaut Pinot.

Jak na razie w kalendarzu lidera drużyny Groupama-FDJ znajdują się przede wszystkim francuskie wyścigi – jak sam mówi, po to, aby ponownie rozpalić w sobie poczucie z ubiegłorocznej Wielkiej Pętli. W przyszłym tygodniu będzie rywalizował w trzyetapowym Tour du Haut Var, a największym celem wiosny będzie Paryż-Nicea (8-15 marca).

– W tym roku będę ścigał się w kilku francuskich wyścigach, częściowo po to, abym ponownie poczuł to, co czułem w ubiegłorocznym Tourze. Dobrze być wśród najlepszych kolarzy w tych pierwszych wyścigach w sezonie. Jesteśmy szczęściarzami, że mamy coś takiego we Francji

– dodał Pinot.

Jeśli zaś idzie o królewski etap, który zakończy się na Mont Ventoux, choć nie na samym wierzchołku “giganta Prowansji”, to 29-latek z Mélisey zaprzeczył jakoby podjazd ten jakoś wyjątkowo mu odpowiadał. Przypomniał między innymi, że dwa razy wycofywał się z Tour de France właśnie po etapie z Mont Ventoux, zatem wyraził nadzieję, że tym razem będzie czuł się tam dobrze.

– W sumie to nie jest podjazd na Ventoux tylko na Chalet Reynard. Każdy jest przyzwyczajony do tego typu, czterdziestominutowego wysiłku w lutym. On nie sprawi nam kłopotu, a ja mam nadzieję po prostu dobrze się tam zaprezentować

– zakończył Thibaut Pinot.

Przypomnijmy, że Thibaut Pinot z powodu kontuzji płacząc opuścił ubiegłoroczny wyścig Tour de France w trakcie osiemnastego etapu, gdy zajmował piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, ze stratą minuty i pięćdziesięciu sekund do Juliana Alaphilippe’a, który ostatecznie skapitulował w najwyższych górach. Do podium brakowało mu tylko kilkunastu sekund, a kilka dni wcześniej wygrał etap z metą na słynnym Tourmalet.

Teraz ten skromny i preferujący w wolnym czasie łowienie ryb chłopak rozpoczyna po raz kolejny drogę po maillot jaune – koszulkę, o której marzy każdy kolarz, zwłaszcza narodowości francuskiej. Czy rok 2020 przyniesie mu szczęście? Albo inaczej: czy wreszcie oszczędzi mu pecha?