fot. Voster - ATS Team

O polskim kolarstwie można powiedzieć zarówno wiele dobrego, jak i złego. Problemy, którymi krajowy peleton jest faszerowany często są uznawane za błahe, lecz gdyby nie one, sytuacja byłaby zgoła inna. Opowiedział nam o tym szef zespołu Voster – ATS, Krzysztof Parma.

Ekipa Voster jest obecna w peletonie od 2016 roku, a jej główny menadżer i założyciel wciąż ściga się w jej barwach. Co ciekawe, pomysł o stworzeniu własnego teamu dojrzewał w nim kilka lat.

Zanim zacząłem tworzenie projektu, dużo jeździłem amatorsko. W tym czasie zebrałem sporą grupę własnych sponsorów, którzy pomagali mi finansowo. Dzięki nim mogłem brać udział w wielu imprezach w kraju, ale także m.in. w Czechach, gdzie bardzo lubiłem startować. Potem trafiłem do zespołu Adama Wadeckiego, czyli Krismar, gdzie mogłem nieco pościgać się z zawodowcami. Wtedy też wpadł mi pomysł stworzenia własnego teamu.

W 2016 roku wszystko się zaczęło. Znając prezesów, którzy mi pomagali, mogłem od razu zebrać ciekawą bazę sponsorów. W szczególności pomogła mi firma Voster, która jest z projektem od samego początku, podobnie jak ABL – TECHNIC. Na początku mieliśmy zapewnione przede wszystkim samochody i hotele, dzięki czemu mogliśmy się ścigać. Jako, że wszyscy zawodnicy, podobnie jak i ja, byli amatorami, nikt nie dostawał za to wynagrodzenia. W ten sposób wszystko się zaczęło

– powiedział Parma w rozmowie z naszym portalem.

Choć chęci było wiele, bardzo szybko okazało się, że stworzenie ekipy zawodowej nie należy do najłatwiejszych zadań. Choć często niewiele się o tym mówi, mistrz Polski policjantów postanowił przedstawić nam cały proceder rejestrowania zespołu.

Rok później wyszedłem z propozycją stworzenia grupy zawodowej. Poznałem Mariusza Witeckiego, który został pierwszym dyrektorem sportowym i bardzo pomógł mi w zbudowaniu teamu. Samo stworzenie ekipy nie należy do najłatwiejszych. Aby znaleźć się w trzeciej dywizji, trzeba zapłacić 6,5 tysiąca Euro bezzwrotnej składki do UCI (stan na 2020). Później należy też przekazać umowy podpisane z zawodnikami i sponsorami, dokładną specyfikację sprzętu, który musi posiadać homologację, oraz stworzyć gwarancję bankową w wysokości 20 tysięcy Euro, ważną przez 15 miesięcy. Co więcej, nie można z niej korzystać. Ma to być jednak swoiste zabezpieczenie zarówno dla teamu, jak i samego UCI. Później pozostaje jeszcze wyrobienie licencji zawodnikom w PZKol oraz wykupienie ubezpieczeń działających na zasadzie OC w życiu prywatnym. Kiedy wszystkie dokumenty się zgadzają, dostajemy potwierdzenie i możemy się ścigać. Najgorsza jest cała papierkowa robota, której jest naprawdę bardzo dużo

– dodał.

Nie od dziś wiadomo, że w kolarstwie najbardziej potrzebni są sponsorzy. Niestety polskie zespoły mają bardzo duży problem ze znalezieniem odpowiedniej ilości darczyńców, którzy pozwoliliby wyjść z poziomu trzeciej dywizji.

O sponsorów jest bardzo trudno. Sam odbywam bardzo dużo spotkań z różnymi firmami. Jako ekipa chcemy przede wszystkim skupiać się na promocji Podkarpacia, lecz mamy także sponsorów spoza regionu. Wszelkie zawirowania w naszym kraju, także polityczne, nie dają nic poszczególnym firmom za to, że wspierają sport. Poza tym nie mamy szans wygrać z piłką nożną czy siatkówką. Na wyścigach, w których startujemy, z reguły nie ma telewizji, a rozgrywki w sportach drużynowych bardzo często są pokazywane na różnych płaszczyznach. Oczywiście cały czas szukamy. Aby się rozwijać, potrzebujemy pieniędzy. Jakoś trzeba opłacić lepszych zawodników, którzy z kolei pozwolą uzyskać zaproszenia na lepsze wyścigi

– przyznał smutny menadżer ekipy Voster.

Po pięciu latach bytności w zawodowym peletonie, szef zespołu Voster – ATS nabrał już pewnego doświadczenia w zarządzaniu dużym podmiotem. Według niego, największym wyzwaniem okazały się kontakty międzyludzkie.

Prowadzenie drużyny nie należy do najłatwiejszych. Szczerze mówiąc zdecydowanie najwięcej musiałem nauczyć się kontaktów z innymi ludźmi. Każdy jest inny, a przez zespół przewinęło się już naprawdę wiele osób. Co więcej, przez te lata coraz mniej jestem zawodnikiem, a coraz więcej menadżerem. Myślę, że prowadzenie ekipy, utrzymywanie dyscypliny i dopinanie wszystkich spraw organizacyjnych wychodzi mi coraz lepiej, a przecież jestem samoukiem. Nie studiowałem zarządzania zasobami ludzkimi, a prawo, a to bardzo duża różnica

– dodał.

Okres działania ekipy Voster przyniósł też większe czy mniejsze sukcesy. Krzysztof Parma postanowił więc przedstawić nam najpiękniejsze chwile, jakie jako menadżer zespołu przeżył w ostatnim czasie.

Jeśli chodzi o sukcesy, podzieliłbym je na 3 kategorie. Pod względem sportowym, na pewno najważniejsze jest zwycięstwo w Belgrad – Banjaluka, ze względu na kategorię imprezy. Ważny dla nas był także triumf w Wyścigu Solidarności, który w dużej mierze jest rozgrywany na naszym terenie. Pod względem prestiżu, numerem 1 jest Quinghai Lake w Chinach, czyli ciekawie obsadzona impreza HC. Wyjazd tam był na pewno dużym wyzwaniem i świetnym doświadczeniem. Oprócz tego, dużo znaczą także starty na Słowacji, w Czechach oraz w Tour of Almaty. Otrzymanie zaproszenia na takie imprezy to naprawdę duży sukces zespołu

– powiedział wyraźnie zadowolony.

Już za kilka dni w Australii rozpocznie się sezon 2020. Także dla zespołu ze Stalowej Woli może być on prawdziwie przełomowy, tym bardziej, że skład zespołu jest co najmniej bardzo solidny.

Na pewno chcemy, by sezon 2020 był jeszcze lepszy. Będę starał się zapewnić zawodnikom jak najwięcej prestiżowych startów. Na pewno pojawimy się w Czechach i w Bośni. Oprócz tego planujemy także udział w Sibiu Cycling Tour oraz oczywiście we wszystkich krajowych imprezach. Zważając na fakt, że pełna lista imprez UCI nie została jeszcze opublikowana, więcej powiedzieć nie mogę, ale z pewnością w naszym kalendarzu pojawi się jeszcze kilka dużo znaczących imprez. Przez 2020 rok chcemy nie tylko osiągać dobre wyniki, ale także zbudować swoją markę, która pozwoli nam przeć do przodu

– zakończył Krzysztof Parma.