fot. Giro d`Italia U23

Kolarz drużyny Bahrain-McLaren Stephen Williams opowiedział tygodnikowi “Cycling Weekly” o bardzo trudnym dla niego poprzednim roku z hakiem, podczas którego zmagał się tajemniczą kontuzją uniemożliwiającą jazdę na rowerze. Teraz jest po zabiegu i do ścigania ma nadzieję wrócić wiosną.

W 2018 roku Stephen Williams wygrał dwa etapy i klasyfikację generalną wyścigu Ronde de l’Isard, a także zajął bardzo obiecujące piąte miejsce w klasyfikacji generalnej Baby Giro. Tym sposobem Walijczyk, który zaczął uprawiać kolarstwo dopiero w wieku 16 lat, ujawnił się jako jeden z największych brytyjskich talentów w jeździe po górach.

Konsekwencją tego był telefon od zespołu Bahrain-Merida i podpisanie dwuletniego kontraktu. Jednak zamiast otwierania nowego rozdziału w listopadzie Williams zaczął odczuwać dyskomfort w lewym kolanie. Ścięgno podkolanowe spotykało się z główką kości strzałkowej. Zajęli się nim medycy z Manchesteru, ale sytuacja tylko się pogarszała. W sezonie 2019 zdołał przejechać jedynie cztery etapy Wyścigu dookoła Kraju Basków oraz trzy Tour de Romandie.

– Po wyścigu w Szwajcarii nie mogłem nawet jeździć na rowerze. Nie byłem także w stanie wykonać żadnej pracy na siłowni bez bólu

– powiedział Stephen Williams tygodnikowi “Cycling Weekly”, którego fotografowie mieli problem znaleźć zdjęcie do ilustracji artykułu w koszulce Bahrain-Merida.

Początkowo nawet najwięksi specjaliści mieli problem ze zdiagnozowaniem problemu, ale ostatecznie w listopadzie ubiegłego roku 23-latek przeszedł operację tzw. trzeszczki, występującej u niektórych osób kości w ścięgnie brzuchatym łydki.

– To było okropne i trudne. Szczerze mówiąc również wpędzające w depresję. To był po prostu g*** rok. Żaden neo pro nie chce spędzić sezonu chodząc na rehabilitacji. Żaden sportowiec tego nie chce. Nie życzę nikomu czegoś takiego, nawet największemu wrogowi

– przyznał Williams.

Obecnie kolarz drużyny Bahrain-McLaren nadal się rehabilituje, chodzi na siłownię, robi ćwiczenia kardio, a także widuje się z psychiatrą, który pomaga mu przejść przez te problemy od strony mentalnej. Williams cieszy się, że tajemnica jego dolegliwości została odkryta i rozwiązana, ale jednocześnie trudno mu pogodzić się z tym, że wciąż nie może jeździć na rowerze. Pięć godzin dziennie zajmują mu wyżej wymienione aktywności, ale nie ma wśród nich tego, co sprawia mu największą przyjemność.

Lekkie przejażdżki ma wznowić w styczniu, a treningi z większym obciążeniem w lutym. Numer startowy do koszulki przypnie najprędzej w marcu. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to Stephena Williamsa zobaczymy m.in. w Tour od the Alps i Tour de Suisse, czyli w tygodniowych wyścigach etapowych zawierających odcinki górskie.

– Chciałbym powtórzyć lato 2018, a nawet być lepszym. Będąc naprawdę dobrym na poziomie do lat 23 chcesz przenieść to do World Touru. Ale najpierw muszę komfortowo poczuć się na rowerze i przede wszystkim jeździć bez bólu

– zakończył Williams.

PS My też nie mamy w swojej bazie zdjęcia Williamsa w koszulce Bahrain-Merida.