fot. Młoda Photography / naszosie.pl

We wtorek 3 grudnia, po prezentacji drużyny BORA- hansgrohe w bawarskim Kolbermoor spotkaliśmy się m.in z Maciejem Bodnarem. Wielokrotny mistrz Polski w jeździe indywidualnej na czas opowiedział nam o swoich odczuciach dotyczących startów w tym roku i o planach na kolejne miesiące.

Miniony sezon był w wykonaniu Macieja Bodnara dość specyficzny. Zakończył go mistrzostwami świata, gdzie zajął nieco rozczarowujące 20. miejsce w jeździe na czas, a wcześniej po raz pierwszy od ponad dekady nie wziął udziału w żadnym z wielkich tourów. Na szczęście zaliczył również sporo świetnych występów, więc nie było po nim widać dużego rozczarowania.

Mimo wszystko rok oceniam pozytywnie. Miałem kilka pozytywnych momentów. Zdobyłem mistrzostwo Polski i fajnie zaprezentowałem się w Tour de Suisse. Trochę szkoda, że w Szwajcarii nie udało się wygrać [Bodnar przegrał tam z Rohanem Dennisem o ledwie kilka dzięsiątych sekund przyp. red.], ale ten wynik i tak trzeba uznać za pozytywny. Szkoda tylko tych wielkich tourów, zwłaszcza Wielkiej Pętli. Nie było to zbyt przyjemne, ale trzeba patrzeć do przodu. Nie mam o to żalu do zespołu – już wszystko sobie wyjaśniliśmy.

– mówił nam 34-latek

Prawdopodobnie w przyszłym roku ta ostatnia kwestia ulegnie zmianie. Chwilę później urodzony we Wrocławiu kolarz wyjawił nam swoje plany na przyszły sezon. Widnieje w nich m.in Giro d’Italia.

Mój kalendarz na kolejny rok jest praktycznie kopią tego Petera Sagana. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, to nasze plany będą się różnić zaledwie dwoma wyścigami. Jednym z nich jest Tour de France, co akurat doskonale rozumiem, bo ma tam pojechać ekipa złożona ze świetnych górali. Pojawię się natomiast w Giro d’Italia. Na pewno moim głównym celem będzie praca dla Petera, który będzie chciał w swoim debiucie we Włoszech wygrać jakiś etap. Oczywiście będę chciał powalczyć również na etapach jazdy indywidualnej na czas, choć to akurat zależy od mojej formy i sytuacji w wyścigu.

zdradził.

To oznacza, że czeka go bardzo ciekawy sezon – poza startem na Półwyspie Apenińskim wystartuje w kilku klasykach, wśród których będą przynajmniej dwa monumenty. Niewykluczone że zawodnik BORA-hansgrohe znajdzie się również w naszej kadrze na igrzyska olimpijskie. Cztery lata temu czasówkę w Rio zakończył na szóstym miejscu, jednak nie wiadomo jeszcze czy będzie miał okazję powtórzyć ten sukces w Tokio. Wpływ na to ma pewnie fakt, że będziemy mogli wystawić tam zaledwie trzech zawodników

Nie wiem jeszcze, czy tam pojadę. Trasa wyścigu ze startu wspólnego jest bardzo wymagająca. Pełno na niej ciężkich podjazdów. Znacznie bardziej podoba mi się profil czasówki. Jest tam znacznie mniej trudności, więc powinno być mi łatwiej. To oczywiście nie oznacza, że jeśli pojadę do Tokio, to będę miał bardzo duże szanse na medal. Sport jest nieprzewidywalny – praktycznie co roku mówi się, że będę walczył o krążek czy to na igrzyskach, czy mistrzostwach świata, a nie zawsze się to udaje. Bardzo ważna jest dyspozycja dnia, nie wiem czy ona przyjdzie akurat wtedy, zwłaszcza że do startu zostało jeszcze osiem miesięcy.

– zakończył

Przypomnijmy że wyścig ze startu wspólnego na igrzyskach olimpijskich odbędzie się 26 lipca, natomiast do startu w czasówce kolarze przystąpią trzy dni później. Miejmy nadzieję, że mimo tego, że nasza kadra nie będzie zbyt liczna, to zawodnicy, którzy się w niej znajdą, dobrze się spiszą i do Polski wrócą z podniesioną głową, a może nawet z medalem.

W Kolbermoor rozmawiał Bartek Kozyra