22 listopada w Krakowie odbył się kongres AIOCC, na który przybyli między innymi dyrektorzy wszystkich trzech wielkich tourów. Oprócz nich w sali konferencyjnej hotelu Mercure był także dyrektor najbardziej prestiżowego polskiego wyścigu Tour de Pologne – Czesław Lang, który przez kilkanaście minut cierpliwie odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Na początku rozmowy powiedział, na czym polegał chwilę wcześniej zorganizowany kongres:

Zorganizowaliśmy go po to, by promować Polskę, bo to naprawdę bardzo prestiżowe wydarzenie. Przyjechali tu nie tylko organizatorzy Wielkich Tourów, ale też blisko setki innych wyścigów. Chcieliśmy im pokazać nasz kraj, Kraków, Wieliczkę – to było podstawowym celem. Natomiast jeśli chodzi o sprawy omawiane przez nas na kongresie, to była to głównie wymiana doświadczeń. Ustalaliśmy też nasze wspólne stanowisko wobec działań UCI i związku zawodowego kolarzy, którzy mają coraz większe roszczenia dotyczące bezpieczeństwa. Zresztą bezpieczeństwo było dziś naszym tematem głównym. Mówiliśmy także o ekologii – żeby kolarze nie wyrzucali śmieci byle gdzie, tylko w specjalnych strefach, bo jest to bardzo ważne dla wizerunku kolarstwa. Poza tym przygotowywaliśmy się do reformy UCI obejmującej kalendarz i sposób punktowania

– mówił Lang.  

Dyrektor generalny Tour de Pologne został zapytany również o to, czy na kongresie poruszono temat startu któregoś z wielkich tourów w Polsce.

To z pewnością kosztowałoby pieniądze liczone w milionach euro. A przecież od miast często ciężko otrzymać znacznie mniejsze kwoty, więc wydaje mi się, że nie jesteśmy na to jeszcze gotowi. Organizacyjnie z pewnością dalibyśmy radę, ale to jest projekt, którego realizacja zależy w dużej mierze od samorządów. Oczywiście trzeba byłoby pomyśleć o tym, jakie byłyby korzyści w stosunku do tych kosztów. Mamy przecież Tour de Pologne, gdzie mamy te same drużyny i ten sam przekaz medialny. Oczywiście różni się on pod względem historii i tradycji, ale pod względem emocji w niczym nie odbiega od największych wyścigów

– dodał

Na razie nie zanosi się więc na to, by któryś z największych wyścigów na świecie zawitał do Polski. To oczywiście nie oznacza, że w najbliższym czasie nie zobaczymy u nas wielkich kolarskich gwiazd. Wręcz przeciwnie – w związku z IO wiele z nich prawdopodobnie nie weźmie udziału w Tour de France i w zamian przyjedzie na nasz narodowy wyścig.

To dla nas świetny termin. Igrzyska odbywają się pięć dni Wielkiej Pętli, dlatego ktoś, kto pojedzie do Francji, może mieć w Tokio problemy. Zamiast tego kolarze, którzy chcą walczyć o medale w Tokio mogą przyjechać do nas. Można się tutaj pościgać, a potem polecieć do Japonii i przejść pełną aklimatyzację. Dlatego faktycznie zapowiada się bardzo fajna obsada, choć we wcześniejszych latach również ciężko było na nią narzekać. Często jest tak, że ktoś przyjeżdża do Polski jako anonimowy kolarz, pokazuje się z dobrej strony, a chwilę później staje się wielką gwiazdą. Zawsze mamy też emocje do samego końca, ostatnio różnica między pierwszym, a dziesiątym kolarzem zamykała się w niecałych 20 sekundach, co chyba najlepiej pokazuje, jaki to jest wyścig

– powiedział.

Poza Tour de Pologne coraz większym prestiżem cieszy się także druga impreza Czesława Langa – Orlen Nations Grand Prix. W przyszłym roku wyścig będzie kończył młodzieżowy Puchar Narodów.

Wkładamy dużo wysiłku w organizację Orlen Wyścigu Narodów – wyścigu do lat 23. W przyszłym roku odbędzie się druga edycja tej imprezy. Ostatnio bardzo łatwo zauważyć, że kolarstwo się odmładza. U nas wygrał 22-letni Pavel Sivakov, Tour de France jego rówieśnik – Egan Bernal, a mistrzostwa świata rok od nich starszy Mads Pedersen. To pokazuje, że dziś młodzi zawodnicy naprawdę dużo potrafią, co dobrze wpływa na poziom naszego wyścigu. Zależy mi też na tym, by wspierać ściganie się reprezentacji. Bo dziś najważniejsze są drużyny. Rafał Majka ściga się w barwach BORY, Michał Kwiatkowski w Team Ineos, a ja bym chciał częściej oglądać ich w biało-czerwonych koszulkach. Ten wyścig ma dać impuls federacjom, które mogą pokazywać swoje reprezentacje już nie tylko na Mistrzostwach Europy, czy Świata, ale też właśnie w takich zawodach jak nasze. Na ich korzyść działa także to, że w przyszłym roku zakończą młodzieżowy Puchar Narodów i odbędą się pomiędzy Tour de l’Avenir, a Mistrzostwami Europy

– mówił.

Pierwsza edycja wyścigu odbyła się w Bukowinie Tatrzańskiej, kolejna będzie miała miejsce w Rzeszowie. Medalista Igrzysk Olimpijskich w Moskwie potwierdził, że zmiana gospodarza nie była czymś wyjątkowym i w kolejnych latach będzie się powtarzać regularnie.

Myślę, że będziemy zmieniać gospodarza co rok albo dwa lata. Chodzi nam o promocję kraju, bo Wyścig Narodów będzie zorganizowany tak jak Tour de Pologne. Będą helikoptery, kamery, ci sami producenci, duża kampania promocyjna. Zależy nam na tym, by mieć dwa duże wyścigi – jeden dla elity, a drugi dla młodzieżowców, co z pewnością będzie tylko nakręcało korzystną koniunkturę dla kolarstwa i dla naszej federacji, która jak wiadomo ma swoje problemy. Mając takie wyścigi, znacznie łatwiej znaleźć jakiegoś dużego sponsora. Tak naprawdę trzeba to teraz tylko wykorzystać 

– zdradził

Niestety wydaje się, że ostatecznym niepowodzeniem zakończył się inny projekt Langa – Tour de Pologne kobiet, którego pierwsza i ostatnia edycja odbyła się trzy lata temu. Na razie nie wygląda na to, by wyścig został w najbliższym czasie wznowiony.

Naprawdę nam na tym zależało. Zainwestowaliśmy w to bardzo dużą ilość pieniędzy, ale niestety nie było wystarczającego zainteresowania. Gdyby jakaś telewizja się zaangażowała to byłoby dużo łatwiej. Przy organizacji tego rodzaju imprez zawsze trzeba mieć jakichś odbiorców, zawodników, którzy dostarczą im emocji, a później znaleźć kogoś, kto może to pokazać. Dopiero wtedy można myśleć o tym żeby coś stworzyć. Byłoby dużo łatwiej zachęcić sponsorów, którzy widzieliby w tym szansę na pokazanie się, bez tego jest ciężko.

– dodał. 

Powiedział także, co myśli o pomyśle, by ze względu na niebezpieczne zachowania niektórych zgromadzonych przy trasie ludzi, nieco oddalić kibiców od zawodników.

Z pewnością nie możemy uciekać do zamkniętych terenów. Kolarze jeżdżą dla ludzi. To jest siła naszego sportu. Siatkówka, piłka nożna, piłka ręczna – wszystko odbywa się w halach i na stadionach, trzeba kupić bilet, a u nas tego nie ma. W tym roku przy trasie Tour de Pologne stało 3,5 miliona kibiców. To tylko pokazuje, że warto organizować wyścigi, bo naprawdę jest dla kogo. Bez fanów kolarstwo straciłoby swój urok

–  zakończył Czesław Lang. 

I pewnie rzeczywiście ma rację. Bliskość między kolarzami, a kibicami to jeden z największych atutów tego sportu i powód dla którego kocha go olbrzymia rzesza ludzi. Miejmy nadzieję, że w lipcu znów znajdzie to swoje potwierdzenie, a przy trasie będzie można zobaczyć jeszcze więcej fanów niż ostatnio.