fot. ASO / Pauline Ballet

Caleb Ewan był jednym z największych bohaterów ostatniego Tour de France. W rozmowie z Cyclingnews.com zawodnik Lotto Soudal przyznał, że zaliczył świetny występ, pomimo dużych problemów ze stresem.

Dla 25-latka miniony rok faktycznie był bardzo trudny. Praktycznie od początku swojej kariery był zawodnikiem Mitchelton-Scott (wcześniej Orica), a po nieudanym zeszłym sezonie, który zakończył z zaledwie trzema zwycięstwami na koncie, postanowił odciąć pępowinę i odejść do Lotto Soudal, w którym miał zastąpić Andre Greipela.

Podczas rozgrywanego dwa miesiące wcześniej Giro d’Italia zdołał sobie z tym poradzić, dzięki czemu po dwunastym odcinku wyjeżdżał z Włoch z dwoma zwycięstwami etapowymi. Jednak podczas Wielkiej Pętli Australijczyk musiał stawić czoło także kilku innym problemom.

To był mój pierwszy rok w nowym zespole, nigdy wcześniej nie brałem udziału w Tour de France, a media kwestionowały moją wartość. Do tego w czasie wyścigu moja żona urodziła nam wcześniaka. To nie było łatwe i miało wpływ na moje występy na pierwszych etapach wyścigu.

– zdradził Cyclingnews.com

Ostatecznie wszystko skończyło się dla niego jeszcze lepiej niż w maju. Dojechał do Paryża, wygrał trzy z jedenastu ostatnich etapów, co pozwoliło mu zakończyć wyścig na drugim miejscu w klasyfikacji sprinterów, ze stosunkowo niewielką 68-punktową stratą do Petera Sagana – odkąd Słowak pojawił się w Tour de France, tylko raz różnica między nim, a drugim zawodnikiem była mniejsza. Dlatego nic dziwnego, że po wszystkim Australijczyk był bardzo szczęśliwy.

Jestem dumny z tego, że udało mi się z tym poradzić. Ukończyłem Tour, wygrałem trzy etapy, mój nowy zespół był ze mnie zadowolony, a córka urodziła się zdrowa. Uważam, że to wiązało się ze zbyt dużą ilością stresu, co nie było zdrowe. Gdy w pierwszym tygodniu wyścigu nie byłem w stanie wygrać ani jednego odcinka, to wszystko się spotęgowało. Na szczęście dałem radę i jestem z tego bardzo zadowolony.

– powiedział.

Dodał też, że choć podczas wyścigu miał do dyspozycji całą rzeszę specjalistów, to jego charakter nie pozwolił mu skorzystać z ich pomocy. Rozwiązał problem na własną rękę.

Musiałem poradzić sobie z tym wszystkim sam. Zawsze tak robię. Nie wiem czy to dobrze, może lepiej byłoby z kimś porozmawiać, ale taki już jestem. W każdym razie, gdy ukończyłem wyścig, poczułem olbrzymią ulgę.

 

– zakończył.

 

Wygląda na to, że w przyszłym sezonie stres nie będzie już jego stałym towarzyszem, więc nie możemy wykluczać, że kolejne miesiące będą dla niego jeszcze lepsze.