Fot. Castelli Cycling

Po ostatnim, bardzo owocnym teście, zwieńczonym dwoma nieplanowanymi złamaniami, do kolejnego testu stroju rowerowego podszedłem z dużą dozą ostrożności. Drobnym jednak pocieszeniem stała się świadomość, że człowiek ma aż 206 kości, więc testów przeprowadzić mogę jeszcze sporo, tyle że w nieco wolniejszym tempie

Gdy coś jest do wszystkiego, jest do niczego – tą wyświechtaną frazę przypomniałem sobie, gdy po raz pierwszy wpadł mi w ręce zapakowany jeszcze strój Castelli. Nie miałem jeszcze z tą marką odzieżową do czynienia, więc w pierwszej kolejności dokonałem oględzin zewnętrznych; te wypadły bardzo obiecująco. Dbałość o szczegóły, wykonanie, detale, opakowanie – wszystko na wysoki połysk.

Jako pierwszą rozpakowałem bluzę Perfetto RoS Convertible. To wersja z odpinanymi rękawami, pozwalająca na zastosowanie bluzy także jako koszulki z krótkimi rękawami. Pierwsze, co zwróciło uwagę w dotyku – to inny, specyficzny materiał.

Co do zasady nie jestem specjalnym zwolennikiem nadawania patentowanym materiałów długich, skomplikowanych a zarazem nic nie mówiących nazw, bo i tak przeciętnemu zjadaczowi chleba nic one kompletnie nie mówią. W tym wypadku nazwy warte są przytoczenia, bo w bezpośredni sposób łączą się z wykorzystanym materiałem. Co istotne, w procesie tworzenia ciuchów Castelli, nie są one dobierane z określonej puli gotowych materiałów, tylko są przez firmę tworzone od podstaw. W tej bluzie wykorzystane zostały dwa rodzaje materiałów – GORE-TEX INFINIUMT™ WINDSTOPPER®205 Warm brushed – ów zastosowany jest na przedzie koszulki, poddawanej większemu działaniu wiatru. Tył koszulki uszyty jest z materiału GORE-TEX INFINIUMT™ WINDSTOPPER®203 Strech.

Co jest największą zaletą tego materiału? Jest on jednocześnie – bardzo dobrze wiatroodporny, wodoodporny, dobrze izoluje przed warunkami zewnętrznymi a zarazem jest doskonale oddychający. Jest przy tym materiałem bardzo lekkim, i to jest największą zaletą tej bluzy.

Nieprzyzwoicie aż byłoby pisać o tej klasie bluzy, że „dobrze się zakłada, i jest wygodna”, bo to jakby napisać o nowym modelu Maserati, że „odpala i jedzie”, jednak na jedną rzec zwróciłem uwagę. Rozmiarówka. Ciuchy te robione są raczej na dość, hmm…, wysportowane osoby, więc chcąc wcisnąć się w ramach poprawy samopoczucia w mniejszy rozmiar, możemy przeżyć niewielkie rozczarowanie. Ja, nie będąc w żadnym wypadku typem górala, o wzroście 184 nie miałem szans wciśnięcia się w mój zwykły rozmiar L, musiałem sprawdzać wersję XL. Więc jeśli jesteście na przełamaniu rozmiarów – sugeruję jednak wybór tego większego.

Mokry deszczu się nie boi?

Wodoodporność tej bluzy interesowała mnie najbardziej. Nie ma w niej bowiem charakterystycznej wierzchniej warstwy wodoodpornej prostszych koszulek kolarskich, zarazem mających wpływ na obniżenie oddychalności. W tym wypadku materiał zachowuje swoje walory przepuszczalności, ale zarazem – dobrze chroni przed wodą. Na pewno widzieliście, jak zachowuje się kropla wody na jakieś lekko tłustej powierzchni, lub na liściu? Mniej więcej tak samo zachowuje się na tej bluzie. Krople nie wsiąkają w materiał, i przez te kilkadziesiąt minut spędzonych na jeździe w deszczu, bluza nie przemokła. Ważne jest też to, że nie sprawdzałem jej podczas potężnej ulewy, choćby takiej, jaką oglądaliśmy na Mistrzostwach Świata w Yorkshire, acz pocieszające nieco jest to, że takie bluzy mieli na sobie zawodowcy podczas tego deszczowego wyścigu…

Walor w mojej ocenie istotny – bluza, będąca wodoodporną, nie zachowuje się jak niektóre prostsze kurtki przeciwdeszczowe, nadymające się jak balon podczas podmuchów wiatru. Perfetto RoS cały czas utrzymuje swój kształt, mocno opinający ciało, co staje się też jej walorem aerodynamicznym. Co gorsza, niektóre ciuchy wodoodporne w ogóle nie przepuszczają powietrza, gromadząc pot pod sobą, co sprawia, że na zewnątrz i wewnątrz jesteśmy tak samo mokrzy, tylko że z innych powodów. W bluzie Castelli Perfetto takie zjawisko nie występuje.

Samo używanie bluzy – uniwersalna i niezależnie, czy jeździłem w niej w ostatnich, ciepłych, październikowych dniach, czy też dojeżdżając w niej do pracy rowerem, wczesnym rankiem, które są już dość „rześkie” – to tylko dobre wrażenia. Elastyczna, wygodna, oddychająca; jej specyfikę sprawdzić można łatwo w prosty sposób. W czasie jazdy rozsunąć suwak – natychmiast czuć różnicę, jak bardzo zmienia się odczucie docierającego do ciała powietrza.

W cieplejsze jeszcze popołudnia, po odpięciu rękawków (suwaki są zasłonięte materiałem z dwóch stron, więc nie czuć ich wcale na rękach, także z zewnątrz są niewidoczne) doskonale sprawdza się jako koszulka treningowa, dająca odpowiednią ilość ciepła a zarazem pozwalająca „oddychać”.

Charakterystyczne dla tych bluz są także wykończenia (klejenia) szwów; poprawiają one widoczność, stanowiąc zarazem dodatkową barierę dla deszczu w newralgicznym miejscu łączenia materiałów. Innym ciekawym rozwiązaniem są ukryte otwory wentylacyjne po bokach kurtki, zapinane na zamki błyskawiczne, pozwalające – w razie potrzeby – zwiększyć ilość dostającego się powietrza.

Tylna część bluzy, jej dolny panel jest znacznie dłuższy, co powoduje, że nie zsuwa się on w czasie jazdy, dodatkowo wyposażony jest w odblaskowe elementy w najważniejszym miejscu jeśli chodzi o widoczność na drodze. Praktycznym rozwiązaniem jest także podwójna kieszeń z tyłu, ale wyposażona w dodatkową wewnętrzą przegrodę, pozwalającą na trzymanie w niej np. pompki. Podział na dwie – a nie trzy – kieszenie ułatwia dostęp do nich, gdy mamy na rękach rękawice.

Wrażenia z jazd testowych w tej bluzie – w pełni pozytywne, a podsumowanie może być tylko jedno. Jeździłbym.

Dwa kolejne elementy tej serii odzieży to spodenki Nano Flex Pro bib oraz kamizelka Perfetto RoS Vest. Wrzucam je do jednego akapitu z prostego powodu – kamizelka wykonana jest z takiego samego materiału, jak wcześniej opisywana bluza, więc i jej właściwości są takie same. Różni się jednak zapięciem – ma inny, nie zakryty zamek błyskawiczny, ułatwiający obsługę w czasie jazdy. Jeździłem w niej z cienką koszulką pod spodem i kamizelka ta sprawdza się w chłodniejsze dni znakomicie.

Kamizelka to ciekawy dodatek do całości stroju; dobrze sprawdza się w warunkach zmiennej pogody lub pokonywanego dystansu – na przykład na podjeździe jechałem mając ją rozpiętą całą (z oczywistych względów…) zaś na zjeździe, po zapięciu, sprawdziła się jako windstopper. Tu także podkreślę konieczność dobrania właściwego rozmiaru – jeśli jesteście, jak ja, na przełamaniu rozmiaru mniejszego i większego – zdecydowanie wybierzcie większy, bo zapinanie mniejszego wymaga potężnego wciągnięcia powietrza.

I wytrzymania w tym stanie dość długo.

Spodenki Nano Flex Pro bib – to kolejny element testowanej przeze mnie odzieży Castelli. Co pierwsze rzuca się w oczy, to nieco inny krój – dłuższy z przodu – nogawek. Dość gruby, ale bardzo dobrze przylegający, zarazem elastyczny materiał na wysoką odporność na wodę (wykorzystany w produkcji materiał to Nano Flex Xtra Dry, składający się z dwóch warstw). Mimo tych dwóch warstw, to spodenki są bardzo elastyczne, a zarazem sprawiają wrażenie nieco kompresyjnych.

Wpływa to na podwyższenie ochrony cieplnej oraz odporności na wodę; zminimalizowana ilość szwów także ma dodatkowy walor wodoodporności. Wydłużona nieco z przodu nogawka to też zwiększona odporność na chłód, natomiast brak szwów nad kolanami to zwiększona wygoda noszenia.

Co zwraca też uwagę, to wkładka (Progetto X2 Air). Kształt, brak szwów, specjalne strefy ochronne – wszystko to sprawia bardzo dobre wrażenie. Co równie istotne pod kątem bezpieczeństwa użytkownika, to fakt, że napisy Castelli na spodenkach są odblaskowe.

Dość długo zastanawiałem się, jak można opisać walor użytkowy tej klasy spodenek kolarskich, no komicznie brzmiałoby „że są wygodne” czy też że „bezszwowy materiał nadmiernie nie uciska”, bo brzmiałoby to zwyczajnie śmiesznie. Pierwsze, co zwraca uwagę po założeniu, to nieco dłuższa, niż standardowa długość nogawek, które w pierwszej chwili chce się nieco bardziej podciągnąć. Długość nogawki jest jednak zaplanowana w ten sposób, że z przodu chroni bardziej nogę, zaś z tyłu spodenek nie sięga do zgięcia kolana, więc nie powoduje najmniejszego dyskomfortu podczas zginania nogi.

Materiał, jak i brak taśm ściągających powoduje, że po chwili zupełnie nie czuć ich na nodze, stają się naturalną warstwą ochronną nie przyciągającą żadnej uwagi. To jest tyle istotne, że Wy, jeżdżący, doskonale wiecie, jak irytuje podczas jazdy nawet najmniejszy, ale nie dopasowany element odzieży. W tym wypadku takiego odczucia nie ma; spodenki są wygodne, bardzo elastyczne, zarazem dające pewną, podstawową ochronę przed wodą i wiatrem. Co warte w tym miejscu podkreślenia – na nogawkach, z boków, pozbawione są one szwów. Materiał spodenek Nano Flex dopasowuje się do ciała w bardzo dobrym stopniu.

Co więcej można powiedzieć o tej klasy odzieży? Jakoś. Wykonanie. Dbałość o szczegóły. Wszystko na wysokim pułapie. I bardzo, bardzo chętnie „zapomniałbym” o odesłaniu odzieży po przeprowadzonych testach. Lub też – chętnie przeprowadzę raz jeszcze test tej odzieży.

Najlepiej taki kilkuletni.

Dystrybutor Castelii w Polsce – www.velo.pl

Poprzedni artykułWeteran zostaje w Corendon-Circus
Następny artykułAlberto Contador opuścił szpital
Sławomir Niciński
"Master of disaster" Z wykształcenia operator saturatora; brak możliwości pracy w wyuczonym zawodzie rekompensuję jeżdżąc rowerem i amatorsko się ścigając, bardzo lubię też o tym pisać. Rytm tygodnia, miesiąca i roku wyznacza mi rower. Lubię się ścigać, i gdy jakiś wyścig mi nie wyjdzie, to wśród kolegów-kolarzy mówię, że jestem redaktorem sportowym, a gdy jakiś tekst mi nie wyjdzie, wśród redaktorów mówię, że jestem kolarzem-amatorem. I tylko do teraz nie rozgryzłem, czy bardziej lubię się ścigać, czy też pisać o tym, dlatego nadal zamierzam czynić i jedno i drugie, póki starczy sił.