fot. Marek Bala / naszosie.pl

Michał Kwiatkowski (Team INEOS) przebywając w Japonii na Saitama Criterium i rekonesansie trasy wyścigu olimpijskiego, udzielił wywiadu portalowi Cyclingnews, któremu opowiedział o trudach minionego sezonu. W rozmowie z angielskimi dziennikarzami przyznał, że podczas Tour de France nie był sobą. 

Kwiatkowskiemu przydarzył się drugi nieudany sezon w ciągu ostatnich kilku lat. Ostatnio miało to miejsce w 2016 roku, po przejściu do INEOS (wówczas Team Sky). W sezonie 2019 utytułowany polski kolarz zmagał się z podobnymi problemami, które w skrócie można określić jako niemożność odnalezienia wysokiej dyspozycji i brak radości z jazdy na rowerze.

Niezadowalająca dla samego zawodnika, jak i dla nieustannie bardzo wymagających kibiców była już wiosna, ale apogeum złego nastąpiło w Tour de France, gdzie w przeciwieństwie do poprzednich sezonów Kwiatkowski nie był w stanie wydatnie pomóc kolegom w walce o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej.

– Byłem w stu procentach gotowy na Tour de France, zrobiłem absolutnie wszystko i nie popełniłem żadnego błędu w przygotowaniach, ale ukończyłem Tour na kolanach. Nie byłem sobą. Moje ciało po prostu błagało o regenerację. To właśnie dlatego musiałem zmienić swój kalendarz startów w drugiej części sezonu. Naprawdę miałem nadzieję wystartować w MŚ i w Tour de Pologne, ale ostatecznie musiałem z tego zrezygnować. Przez wiele tygodni po Tourze wciąż odczuwałem zmęczenie. Próbowałem przetrwać do końca sezonu

– powiedział Kwiatkowski.

W przetrwaniu trudnych chwil pomogły “Kwiato” osoby z najbliższego otoczenia, którym wyraził za to wdzięczność.

– Koniec końców mam wokół siebie grupę ludzi – mojego trenera i moją drużynę – która zawsze mnie wspiera. Oni wiedzą, jak ciężko pracuję i co chcę osiągnąć. Nie ma znaczenia, czy idzie mi dobrze czy źle – oni wspierają mnie zawsze. Świetnie było mieć ich przy sobie w momencie, gdy zmagałem się z kłopotami. Decyzja [o pominięciu startów w MŚ i w Tour de Pologne] była ciężka, ale właściwa, ponieważ myślę, że gdybym wystartował w Yorkshire, to byłaby katastrofa. Dobrze było wcisnąć przycisk “reset” i pomyśleć o kolejnym sezonie

– przyznał “Kwiato”.

Jak przystało na zawodowego kolarza, Kwiatkowski nie mógł całkowicie zarzucić startów i położyć się na kanapie, dlatego w drugiej części sezonu mogliśmy oglądać go chociażby w Niemczech (EuroEyes Cyclassics Hamburg, Deutschland Tour, którego nie ukończył) czy w kanadyjskich klasykach w Quebecu i Montrealu. Niektórzy kibice i komentatorzy kolarstwa krytykowali Polaka za kolejne bardzo słabe występy, nie zdając sobie sprawy z zaistniałej sytuacji.

– Próbowałem po prostu zmniejszyć intensywność i zregenerować się tak bardzo, jak jest to możliwe. To jest profesjonalny sport, dlatego nie możemy po prostu położyć się do łóżka i czekać na kolejny sezon – wciąż musisz coś robić i pomagać kolegom wygrywać wyścigi. Chciałem tam być i nadal mieć jakieś zajęcie, a nie leżeć na plaży, ale oczywiście nie było łatwą rzeczą jechać w gruppetto na przykład w Niemczech. Nie bawiło mnie to, ale jeśli zaakceptujesz, co jest tego powodem i uświadomisz sobie, że jest to przejściowe, jest ok

– dodał Michał Kwiatkowski.

W przyszłym sezonie dla byłego polskiego mistrza świata ważne będą IO, w których ma nadzieje wystartować po Tour de France. Jeśli francuski wielki tour ukończy w takiej formie jak w 2017 lub 2018 roku, to istnieje duża szansa, że w Tokio zaprezentuje się bardzo dobrze. Ściganie zainauguruje najprawdopodobniej w Tour Down Under, nieco wcześniej niż zwykle, ponieważ teoretycznie sezon 2019 skończył się dla niego po Tourze. Po powrocie do Europy wystartuje w Volta ao Algarve, Strade Bianche, Tirreno-Adriatico, Milano-Sanremo i w ardeńskich klasykach.

Osoby, które znają język angielski cały wywiad z Michałem Kwiatkowskim mogą przeczytać TUTAJ.