fot. UCI

Od około stu lat kino jest nieodłączną częścią życia ludzi na całym świecie. Filmy czy seriale to m.in. ekranizacje książek, komiksów, czy też historie zapisane zupełnie od nowa. Poniekąd dziś coś takiego oglądaliśmy także podczas mistrzostw świata w Yorkshire.

Co by nie mówić, każdy z nas jest w pewnym stopniu widzem czy fanem poszczególnych produkcji filmowych. Od dziecka jesteśmy bowiem karmieni bajkami czy historiami superbohaterów, którzy dzielnie walczą dla dobra świata. Z czasem każdy z nas chce stać się jednym z nich, przyjmując na podwórku różne imiona.

Po pewnym czasie przechodzimy w świat seriali dla dzieci i młodzieży. Wtedy też poznajemy pierwsze gwiazdy z Hollywood, które zaczynamy uwielbiać i utożsamiać jedynie z tą jedną rolą, którą oglądamy dzień w dzień odpoczywając po odrobieniu lekcji czy na nie czekając. W pewnym sensie jest to nasza prawdziwa inicjacja na świecie zwanym globalną wioską.

Dla pokolenia obecnych dwudziestolatków praktycznie kultowym serialem, oglądanym wręcz nagminnie był “Zwariowany świat Malcolma”. Ten, co by nie mówić, bardzo prosty twór pamiętają chyba wszyscy urodzeni w latach ’90. Co więcej, przeniknął on także do nowoczesnej kultury memów. W szczególności chodzi o kwestię wypowiedzianą przez Deweya (granego przez Erika Pera Sullivana) do jednej z postaci podobnych – “The future is now, old man”.

Dziś w Yorkshire, urodzony w 1995 roku Mads Pedersen właśnie w ten sposób może zwracać się do dużo bardziej doświadczonych rywali. Duńczyk, będący kolejną gwiazdą młodego pokolenia (teraz już tak będzie trzeba go nazywać, w końcu jest mistrzem świata), w przepiękny sposób rozegrał skrajnie taktyczny wyścig, wykorzystując nieco swoją wciąż młodzieńczą fantazję. Jednocześnie jego wyczyn udowodnił, że mamy do czynienia z niewyobrażalną zmianą pokoleń. Cóż, przyszłość jest teraz.

W całym zamieszaniu nazywanym dziś wyścigiem ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach mistrzostw świata w kolarstwie szosowym, ważną rolę odegrali także sami organizatorzy. Wraz z pogodą przez cały tydzień reżyserowali bowiem mocny horror. Podczas niedzielnego wyścigu całe grono kolarzy niczym duchy ulatniało się do namiotów ustawionych za metą, mimo że organizatorzy zmieniając trasę starali się wejść w skórę “Ghostbusters”.

Jak wiadomo, przed wyścigiem cel był jeden – ma być trudno. Piekielnie trudno. Kolarze mają się bać tego, co im przygotowano. Jak jednak było widać, a w zasadzie… nie było widać, najważniejszy odcinek kolarskiej sagi bardziej przypominał “straszny film” niż “The Ring”. Dopuszczenie się tak wielkiego niedociągnięcia jak wyłączenie relacji telewizyjnej na ponad godzinę, kiedy ściganie na dobre się zaczęło, to prawdziwy kryminał.

Nie były to najpiękniejsze mistrzostwa w historii. Ba, były pewnie jednymi z gorszych. Na szczęście nie dla wszystkich. Panie Pedersen, proszę dzisiaj nie brać jeńców. Może czas nakręcić Kac Harrogate z Panem w roli głównej?