fot. ASO / Sarah Meysseunier

Wyścig Vuelta a Espana 2019 był na pewno interesujący, lecz nie brakowało też w nim nieco mniej ciekawych fragmentów. Z pewnością ostatnie 3 tygodnie to przede wszystkim wielki czas dla słoweńskiego kolarstwa, a nieco gorszy dla kolumbijskiego. Czas na ostatnie oceny.

Plusy:
Pod pełną kontrolą
Poza niewielkimi problemami w Andorze, wywołanymi bliższym spotkaniem z motocyklem, Primoz Roglic pojechał praktycznie bezbłędny wyścig. Tym samym jego pozycja lidera była niepodważalna podobnie do pozycji Gerainta Thomasa w Tour de France 2018. Kiedy już Słoweniec przejął koszulkę lidera, nie byliśmy świadkami żadnego ataku na jego pozycję, gdyż to on rozdawał karty. Lider ekipy Jumbo – Visma był po prostu najmocniejszy i odpowiednio to wykorzystał.

Jak wino
O Alejandro Valverde moglibyśmy mówić tylko same pozytywy. Hiszpan jest wciąż jednym z najlepszych zawodników na świecie, na stałe zapisując się w historii tego sportu. W końcu kogo byłoby stać na zajęcie 2. miejsca (swoją drogą bardzo bezpiecznego) w Wielkim Tourze w wieku 39. lat? Co więcej, kolarz ekipy Movistar, jak nie on, nie zanotował ani jednego dnia kryzysu, co pozwoliło mu do końca pozostawać w kontakcie z liderem wyścigu. Naprawdę kapitalny występ mistrza świata.

Wojna młodości
Przez cały sezon 2019 mówi się o wielkich sukcesach kolarzy młodego pokolenia. Podczas Vuelty nie było inaczej. Przede wszystkim na ogromne słowa uznania zasługuje Tadej Pogacar, który zaskoczył cały kolarski świat. Nie tylko on pokazał się jednak szerszej publiczności. Z bardzo dobrej strony zaprezentowali się też przecież m.in. Fabio Jakobsen czy Szymon Sajnok. Szczególnie bardzo dobre występy tego ostatniego zapamiętamy na długo. Oby tylko nie był to jednorazowy wystrzał, a zapowiedź czegoś większego.

Znakomity, choć nie bezbłędny
Co by nie mówić, Rafał Majka ma za sobą naprawdę bardzo dobry wyścig. Z perspektywy czasu bardzo szkoda gorszego dnia w Andorze, który zniweczył cały plan podboju hiszpańskich szos. Mimo to lider ekipy BORA – hansgrohe może być dumny ze swojej postawy. Walczył, był aktywny, dawał radę w górach i do samego końca był z najlepszymi. Gdyby nie ucieczka Nairo Quintany, byłoby jeszcze jedno miejsce wyżej. Tak czy inaczej, bardzo pozytywny występ.

Minusy:
Polskie drogi
Choć ostatecznie Vueltę ukończył na 4. miejscu, dużym minusem była według nas forma Nairo Quintany. Kolumbijczyk ponownie pokazał, że jego forma jest jak polskie drogi – dziurawa i kompletnie nierówna. Zasadniczo dobre miejsce w klasyfikacji generalnej przyszły kolarz Arkea – Samsic zawdzięcza ucieczce na płaskim etapie. Bez tego jego sytuacja byłaby zdecydowanie gorsza. Może zmiana otoczenia dobrze na niego wpłynie?

Koniec marzeń o powrocie?
Tegoroczna Vuelta miała być swoistym sprawdzianem dla Estebana Chavesa, który wierzył w swój powrót na szczyt. Niestety Kolumbijczyk wciąż nie może wrócić do odpowiedniej dyspozycji po ubiegłorocznych chorobach i wcześniejszych problemach. We Vuelcie skończyło się na odległym, 19. miejscu w klasyfikacji generalnej, co może już na dobre skończyć marzenia sympatycznego górala o powrocie na szczyt. Co więcej, taki występ nie ułatwi mu też znalezienia nowego pracodawcy, gdyż jego kontrakt wygasa z końcem sezonu.