fot. ASO / Photo Gomez Sport

Miało być nerwowo i było nerwowo. Dziewiętnasty etap Vuelta a Espana przyniósł jednak zupełnie nie takie emocje, jakich sobie życzyliśmy… a przynajmniej po części. Czas na oceny.

Plusy:
Taktyczny majstersztyk
Wychwalanie watahy Patricka Lefevere może być już nieco nużące, lecz ponownie trzeba oddać, że ekipa Deceuninck – Quick Step pojechała kapitalny etap, choć nie do końca “czysty”. Kiedy bowiem wydawało się, że rozpędzony peleton szybko dojdzie uciekinierów, Remi Cavagna przestał dawać zmiany. Po chwili jednak bieg niżej wrzucił Tim Declerq, co było jasnym sygnałem dla Francuza do podjęcia ryzyka, które, jak widać, opłacało się. Fantastyczny występ.

Aktywnie jak nigdy
Nie da się ukryć, że ekipa CCC miała na dzisiejszy etap jakiś plan. Nie do końca wiemy jaki, ale jakiś na pewno. Wskazywał na to fakt, iż pomarańczowi byli dzisiaj wyjątkowo aktywni i do samego końca starali się dojść prowadzącego Cavagnę. Czy Jonasa Kocha było stać na lepszy wynik? Ciężko stwierdzić. Cieszy chociaż fakt, że polski zespół się dzisiaj pokazał.

Znaczenie decyzji
Choć nie wiało dziś może bardzo mocno, ostatnie 40 kilometrów pokazało jak ważne jest podjęcie jednej decyzji przez jeden zespół. Nowoczesne kolarstwo, choć do bólu kontrolowane, wciąż ma w sobie na tyle dużo czynnika ludzkiego, by stawać się nieprzewidywalne. Prawdę mówiąc, gdyby poszczególne teamy chciały, grupa faworytów mogłaby dojechać do mety w jeszcze większych strzępach i to niezależnie od kraksy Roglica i Lopeza.

Minusy:
Wróg publiczny
Parafrazując komunikaty jednej z najpopularniejszych gier komputerowych – Heroes III – “Nadszedł sezon niezrozumiałych decyzji ekipy Movistar. Populacja jej przeciwników zwiększa się”. Zaraz po kraksie Primoza Roglica i wielu innych kolarzy oraz przyspieszeniu hiszpańskiego teamu, twitter został zalany negatywnymi opiniami odnośnie poczynań podopiecznych Eusebio Unzue. Dobrze, że najsilniejszy zespół w wyścigu zamknął sprawę z twarzą, w odpowiednim momencie odpuszczając. Jak wiadomo, w całym zamieszaniu dużo mówiło się także o konieczności wycofania samochodów technicznych. Niewykluczone jednak, że sędzia główny był świadomy do czego doprowadzi utrzymanie kolumny za pierwszą grupą. Nie od dziś bowiem wiadomo, że osoby oddelegowane na wyścig z ramienia UCI potrafią przymknąć oko na “powrót do grupy po samochodach”.

Odebrany anioł stróż
Zasadniczo nigdy wcześniej o tym nie wspominaliśmy, lecz bez dwóch zdań przyszedł na to moment. Naprawdę brakuje w zespole BORA – hansgrohe Macieja Bodnara, dla którego walka na wiatrach jest chlebem powszednim. Wielokrotny mistrz Polski na czas potrafił przecież porwać na rantach cały peleton jadący w Tour de France. Dlaczego więc jego umiejętności nie są w tym sezonie w pełni wykorzystywane? Szkoda.