fot. AFP

Wout Van Aert (Jumbo-Visma) po raz pierwszy od bardzo poważnej kraksy w tegorocznym wyścigu Tour de France, odbył przejażdżkę na rowerze. Jednak do powrotu do normalnych treningów jeszcze długa droga. 

Przypomnijmy, że Wout Van Aert przewrócił się kilometr przed metą etapu jazdy indywidualnej na czas wokół Pau. Belg zahaczył o stojącą przy drodze barierkę, która dosłownie wbiła mu się w udo i “zdjęła” z roweru. W rezultacie doszło do uszkodzenia mięśni, torebki stawowej i skóry. Zaraz po przewiezieniu do szpitala przeszedł operację, a tydzień później drugą. Do domu wyszedł pod koniec lipca, ale wciąż nie mógł się normalnie poruszać.

Lekarze zalecili Van Aertowi dwa miesiące rekonwalescencji, zanim rozpocznie rehabilitację. Ten jednak w niedzielę zdecydował się na przejażdżkę rowerem elektrycznym. Pokonał dystans 7,5 km ze średnią prędkością 27,8 km/h.

Kolarz Jumbo-Visma przyznał, że wypadek ten mógł zakończyć jego karierę. Pomimo to jest zdeterminowany, aby wrócić do kolarstwa. Prawie na pewno nie będzie ścigał się nadchodzącej zimy w wyścigach przełajowych, a w zamian za to skoncentruje się na przygotowaniach do nowego sezonu szosowego.

– Właściwie nic mnie już nie boli. Wciąż nie mogę dobrze chodzić po schodach i mam także trudności z chodzeniem w ogóle, ale mogę przynajmniej pokonać kilkaset metrów i jeździć samochodem. Moje życie zaczyna być normalne

– powiedział Van Aert gazecie “Het Laatste Nieuws”.

W debiucie w Tour de France zdolny 24-latek z Herentals zdołał do momentu wycofania się zapisać na koncie dwa etapowe zwycięstwa – podczas drugiego etapu jazdy drużynowej na czas wokół Brukseli oraz na dziesiątym odcinku z metą w Albi, gdzie popisał się eksplozywnym finiszem.