Fot. La Vuelta

Dwunasty etap Vuelta a Espana za nami. Peleton odwiedził dziś jedną z najważniejszych dla kolarstwa krain – Kraj Basków. Czas na oceny.

Plusy:

Witajcie w domu

Trudne wzniesienia, duże natężenie rywalizacji i cała masa wyjątkowych fanów kolarstwa przy trasie – peleton bez wątpienia wrócił do domu, do Kraju Basków. Mówi się, że to Włosi mają fioła na punkcie Giro. Jak jednak w takim razie określić Basków, którzy tracą zmysły przy jakimkolwiek wyścigu? Dla nas każda impreza mogłaby odbywać się tam.

Jak za starych czasów

Robi się stromo i potrzeba wielkiej dynamiki? Idealny teren dla Philippe’a Gilberta – tak wyglądało to jeszcze kilka lat temu. Teraz, kiedy Belg nieco zmienił swoją specjalizację, już rzadziej widzimy go w czołówkach takich odcinków jak dzisiejszy. Nie oznacza to jednak, że doświadczony mistrz zapomniał jak atakować, kiedy nachylenie robi się niebezpieczne dla równowagi. Dziś widzieliśmy właśnie starą wersję Belga. Triumfującego, naturalnie.

Próba sił

Po wczorajszym spokoju w peletonie, dziś przyszła prawdziwa próba sił. Oponenci Primoza Roglica chcieli sprawdzić moc jego zespołu. Sam Roglic chciał za to pokazać, że z jego kolegami nie ma żartów. Ciężko powiedzieć kto uzyskał dziś psychologiczną przewagę, lecz “testowanie się” zawodników z czołówki zawsze wygląda interesująco.

Minusy

O jedną górę za wcześnie

Tsgabu Grmay już wielokrotnie pokazywał, że stać go na naprawdę wiele, w szczególności w trudnym terenie. Niestety Etiopczyk ma w zwyczaju atakować za wcześnie, przez co w końcówce często brakuje mu sił. Jeśli jednak kolarz Mitchelton – Scott nieco zmieni taktykę, triumfy przyjdą same.