fot. ASO / Sara Meysseunier

Pierwszy prawdziwie górski etap Vuelta a Espana za nami. Zgodnie z przewidywaniami, do mety dojechała ucieczka, lecz liderzy nie mieli zamiaru się oszczędzać. Czas na oceny.

Plusy:
Głowa kręci nogami
Jeszcze kilka lat temu jako polscy kibice często trzymaliśmy kciuki za dobrą jazdę Sylwestra Szmyda. Obecny trener Petera Sagana bardzo często powtarzał, iż w kolarstwie to głowa kręci nogami. Dzisiaj idealnym tego przykładem był Angel Madrazo, który kilkukrotnie żegnał się z szansami na etapowy triumf, by ostatecznie, siłą ambicji, dojść do czołówki i osiągnąć największy sukces w karierze. On z Vuelty jest już rozliczony i to z dużą nawiązką. Lubimy takich kolarzy!

Prawdziwy test
Co by nie mówić, nie spodziewaliśmy się, że w tak wczesnej fazie wyścigu faworyci totalnie rozrzucą nam się na finałowym podjeździe. Jak na 5. etap całej imprezy dzisiejsze różnice były bardzo duże, lecz to jednocześnie zapowiada ściganie na całego. Kiedy kolejna szansa na piękną rozgrywkę? Wydaje się, że pojutrze.

Najmocniejszy?
Przed wyścigiem Alberto Contador powiedział wprost, ze jego głównymi faworytami do odniesienia zwycięstwa są Miguel Angel Lopez oraz Primoz Roglic. Nie da się ukryć, że trzykrotny zwycięzca Vuelty wiedział co mówi. Dziś to właśnie Lopez pokazał, że może być najmocniejszym góralem w stawce. Po piętach deptał mu jednak Roglic, który w głowie może mieć stosunkowo długą czasówkę w Pau, na której może zyskać bardzo dużo.

Minusy:
Na własne życzenie
Czas wrócić do ucieczki, w której głównym faworytem do zwycięstwa był niewątpliwie Jose Herrada. Zawodnik ekipy Cofidis był uważany za zdecydowanie najmocniejszego z całej trójki, dzięki czemu szanse na wygranie etapu miał co najmniej ogromne. Niestety Hiszpan ani razu nie podjął ryzyka i w bardzo prosty sposób zawiódł siebie, szefów i kibiców.

Powrót do rzeczywistości
Kiedy Nairo Quintana wygrywał drugi etap wyścigu, wielu zastanawiało się, czy Kolumbijczyk będzie w stanie powalczyć o najwyższe cele w klasyfikacji generalnej. Jak się dziś okazało, nie musi to być wcale takie pewne. Co prawda zawodnik ekipy Movistar przyjechał wysoko, lecz minuta straty do Miguela Angela Lopeza nie jest dobrym znakiem.