fot. Team INEOS

Drużyna INEOS opublikowała pierwszy po bardzo poważnej kraksie w Dauphiné wywiad z Chrisem Froomem. Brytyjczyk zapowiedział w nim, że chce wystartować w przyszłorocznym wyścigu Tour de France, a także poinformował, że proces jego rekonwalescencji wyprzedza pierwotnie ustalony harmonogram. 

Marzenia o historycznym piątym tytule zwycięzcy Wielkiej Pętli, jakie miał Chris Froome prysły w mgnieniu oka podczas rekonesansu trasy etapu jazdy indywidualnej na czas w wyścigu Dauphiné. Lider drużyny INEOS przy dużej prędkości uderzył w ścianę przydrożnego budynku, łamiąc kości, kręgi szyjne, kość udową, biodro oraz żebra, które uszkodziły płuca.

Froome nie pamięta momentu samej kraksy, ale pamięta to, co działo się bezpośrednio po niej. I to właśnie wspominał w tym wywiadzie.

– Myślę, że był to jeden z tych głupich, głupich wypadków. Pamiętam, jak leżałem na ziemi i pamiętam również, jak podeszły do mnie pierwsze osoby – świadkowie tego zdarzenia. Mój trener Tim Kerrison, Gary Blem, mój mechanik, i Servais Knaven, mój dyrektor [sportowy]. Wszyscy oni znajdowali się w samochodzie, który za mną jechał. Myślę, że pierwsze pytanie, jakie zadałem, brzmiało: Wszystko ze mną w porządku? I wtedy oni wyjaśnili mi, że nie, że powinienem leżeć, oraz że nie będę mógł kontynuować wyścigu. Następnie zapytałem, czy będę mógł pojechać na Tour de France. I wówczas dość szybko wybito mi to z głowy. Nie chcieli niczego przesądzać, ale powiedzieli, że wygląda na to, iż mam złamane nogi i obojczyk

– powiedział Chris Froome.

Następnie Brytyjczyk przyznał, że jeden z najstraszniejszych dla niego momentów w tej całej sytuacji nastąpił o poranku w dniu po operacji, gdy z powodu uszkodzonych przebitymi żebrami płuc nie mógł samodzielnie oddychać i leżał na łóżku pozbawiony jakiejkolwiek nadziei. Ta jednak została mu przewrócona przez chirurgów, którzy powiedzieli mu, że w pełni wróci do zdrowia.

– To było właśnie to, co chciałem wówczas usłyszeć. Od tego momentu wszystko wydawało mi się pozytywne.

Brytyjczyk urodzony w Kenii ćwiczy obecnie przez sześć godzin dziennie, a ostatnio lekarze pozwolili mu obciążać pokiereszowaną w kraksie prawą nogę.

– Śmiało można powiedzieć, że wyprzedzam harmonogram rekonwalescencji ustalony na początku. Jedyny cel, jaki sobie w tym momencie założyłem to powrót na wyścig Tour de France w przyszłym roku. Tydzień po tygodniu obieram sobie mniejsze cele, które mają za zadanie sprawić, że będę mógł coraz więcej i lepiej się poruszać. Jednak prymarnym celem jest powrót na Tour w 2020 roku w takiej formie, w jakiej byłem przed wypadkiem, a może nawet w lepszej. To jest to, co mnie napędza

– podkreślił Froome.

34-letni Chris Froome jest jednym z najlepszych specjalistów od wielkich tourów swojego pokolenia. Od 2013 roku cztery razy triumfował w Tour de France, a ponadto odniósł zwycięstwa w hiszpańskiej Vuelcie i w Giro d’Italia.

Jeśli jeszcze kiedyś uda mu się zdobyć maillot jaune zostanie włączony do elitarnego grona czterech kolarzy, którzy zrobili to pięć razy. Dotychczas są to Belg Eddy Merckx, Francuzi Bernard Hinault i Jacques Anquetil oraz Hiszpan Miguel Indurain.