Foto: Dario Belingheri/BettiniPhoto©2019

Mikel Landa (Movistar) ukończył Giro d’Italia na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej. Hiszpan, który szykował się do roli lidera ekipy, lecz uznać musiał wyższość Richarda Carapaza spogląda już ku kolejnemu wyzwaniu – Tour de France. Jak przekonuje, w pełni zasłużył na to, by być najważniejszym punktem ekipy Eusebio Unzue.

Landa był, w opinii wielu, najsilniejszym “góralem” Giro. Mimo to nie zdołał ukończyć wyścigu nawet w pierwszej trójce. Jak sam przekonywał – wszystko ze względu na słabe otwarcie i fatalne występy w “czasówkach”. Zamiast rozpamiętywać kolejne, nieudane podejście do Corsa Rosa, 29-latek szykuje się już do startu w Tour de France. I nie unika odważnych deklaracji.

Na Tour pojadę z takim samym celem, co na Giro – by wygrać

– mówił, cytowany przez hiszpańskie media. Dodał również, że chciałby być liderem zespołu, lecz… szybko został sprowadzony na ziemię przez hiszpańskich dziennikarzy, którzy przypomnieli mu, że podobną deklarację złożył wcześniej Nairo Quintana. Landa odparł, że w takim wypadku “będą dzielić przywództwo”.

Sęk w tym, że prawdopodobnie we Francji zobaczymy również w akcji mistrza świata – Alejandro Valverde. W 2018 roku cała trójka jechała w wyścigu na równych prawach i… nie skończyło się to dla niej dobrze. Najlepiej wypadł… Landa, który w “generalce” był siódmy. 10. miejsce zajął Quintana, zaś 14. – “El Bala”.