fot. Młoda Photography / Naszosie.pl

Pierwszy prawdziwie górski etap Giro d’Italia 2019 za nami. Czy nasze oczekiwania się spełniły? Ani trochę! Czas więc na oceny.

Plusy:
Czy jedzie z nami lekarz?
Wielu z Państwa pewnie zastanawia się skąd to pytanie? Odpowiedź jest prosta. Wciąż nie wiemy, czy to po prostu dziwne omamy, sny, czy może choroba psychiczna. To, co działo się na trasie tego etapu nie może bowiem być prawdą. Po pierwsze dwóch liderów ekip w ucieczce, która ostatecznie dojeżdża do mety. Po drugie atakujący faworyci z drugiego rzędu, którzy wkładają tym największym kupę czasu. Po trzecie totalny impas Simona Yatesa i olbrzymi pech Miguela Angela Lopeza. A w środku całego zamieszania Mikel Nieve, o którym w zasadzie nikt po tym etapie nie będzie pamiętał. Totalny chaos. Lubimy to!

Agresja popłaca
Tutaj przyszedł czas na chwalenie tych, którzy dziś spróbowali, zaczynając od Mollemy i Zakarina, kończąc na Landzie, Carapazie i Majce. Co by nie mówić, zwycięzców jest dziś co najmniej kilku, lecz to właśnie Tatar jest tym największym. Jednocześnie jednak należy zauważyć, że naprawdę kapitalny dzień zanotowali kolarze Movistaru, którzy jeszcze wiele w tym wyścigu namieszają.

Ambicja ponad siły
Nie będziemy ukrywać – spodziewaliśmy się, że Jan Polanc już dzisiaj straci koszulkę lidera. Słoweniec postanowił nas jednak pozytywnie zaskoczyć i utrzymać cały czas dość bezpieczną przewagę nad najgroźniejszymi rywalami. Kto wie, może pozwoli mu to i jutro utrzymać Maglia Rosa?

Minusy:
Krzywe zwierciadło
O tym, że Simon Yates ma swoje problemy mówiło się już od kilku dni. Kto jednak spodziewał się, że Brytyjczyk jest w dokładnie odwrotnej sytuacji względem ubiegłorocznej imprezy? Pytanie tylko, czy tym razem w trzecim tygodniu wystrzeli równie efektownie, co w zeszłym roku opadł z sił.

Jak pech, to pech
Oj szkoda nam dziś Miguela Angela Lopeza, naprawdę. Kolumbijczyk zrobił praktycznie wszystko, by być tam, gdzie najwięksi tego wyścigu, ale ostatecznie zapłacił ogromną cenę za… konieczność zmiany roweru. Nie tak to powinno wyglądać. Z drugiej strony dla nas, kibiców, nie jest to aż taka zła informacja. Już jutro lider ekipy Astana z pewnością bowiem spróbuje akcji zaczepnej na Colle San Carlo.

Ekonomia do oporu
Nie da się ukryć, że Primoz Roglic i Vincenzo Nibali mieli dzisiaj problemy. Wydaje się jednak, że obaj pojechali ten etap wyjątkowo ekonomicznie, jakby oszczędzając siły. W szczególności Słoweniec może sobie przecież na to pozwolić. Tym samym skreślanie ich już dziś byłoby dużym nadużyciem.