Fot. Marcel Kittel

Niespełna tydzień temu kolarskim światem wstrząsnęła wiadomość o zawieszeniu kariery przez Marcela Kittela, który, jak przyznał, doznał syndromu wypalenia. Jego (były już) kolega z zespołu Katusha-Alpecin, Jens Debusschere zdradził, że o problemach Niemca ekipa wiedziała od dłuższego czasu, ale nikt nie spodziewał się aż tak drastycznych kroków.

Przypomnijmy: Katusha-Alpecin 9 maja opublikowała na swojej stronie internetowej oświadczenie Kittela, który rozwiązał za porozumieniem stron umowę z drużyną i zdecydował się na zawieszenie kariery na czas bliżej nieokreślony. “W tym momencie nie jestem gotowy na to, by trenować i rywalizować na najwyższym poziomie” – napisał 31-latek, który podkreślał również, że “kocha kolarstwo i pasja do tego sportu nigdy w nim nie zgaśnie”.

Decyzja sprintera była dla kolarskiego świata prawdziwym szokiem. Co ciekawe, nie spodziewali się jej nawet koledzy z drużyny, w tym – Jens Debusschere, który przyznał jednak, że o problemach Kittela ekipa wiedziała od dawna.

Myśleliśmy, że minie miesiąc i Marcel się odbuduje, ale to tak nie działało. Widzieliśmy, chociażby podczas Scheldeprijs (wygrywał ten wyścig pięciokrotnie, w tym roku był 99. – przyp.red.), że czuje się tym wszystkim zmęczony. Prawie w ogóle nie trenował. W ten sposób nie da się walczyć o najwyższe cele

-mówił Debusschere, cytowany przez belgijską “Sporzę”.

Mimo problemów niemieckiego sprintera, wciąż jest cień nadziei, że wróci on do zawodowego peletonu. W końcu jego kariera została póki co “tylko” zawieszona.