fot. Trek-Segafredo

Kilka dni temu kolarski świat obiegła informacja o dopingowej wpadce Jarlisona Pantano. Kolumbijczyk, który w przeszłości dał się zapamiętać jako bardzo dobry góral, został już zawieszony przez swój zespół (Trek-Segafredo), a w niedalekiej przyszłości zostanie najprawdopodobniej z niego usunięty. Z tym, że 30-latek sięgał po niedozwolone wspomaganie, nie może sobie poradzić jego kolega z drużyny, John Degenkolb. “Jestem zszokowany i rozczarowany” – komentował.

Kolarz z Cali swoje największe dotychczas sukcesy odnosił w latach 2016-2017. Jeszcze jako zawodnik IAM Cycling wygrał jeden z etapów Tour de France, w bezpośrednim pojedynku pokonując Rafała Majkę, wygrał również jeden etap Tour de Suisse, a w klasyfikacji generalnej tej imprezy był czwarty. Po przenosinach do Trek-Segafredo (2017), do swojego palmares dołożył jeszcze m.in. mistrzostwo Kolumbii w jeździe indywidualnej na czas i etapowe podia Volta a Catalunya czy Vuelta a Espana.

Sezon 2018 nie był już tak udany, a sporą jego część Pantano stracił z powodu toksoplazmozy. “Przechodzę trudny okres” – mówił wtedy. Do zmagań powrócił dopiero na początku 2019 roku, lecz nie notował żadnych znaczących wyników. Rozważania na temat tego, czy jest to wyniszczający skutek choroby, czy może zwyczajnie schyłek formy tego górala, przerwały doniesienia o pozytywnym wyniku testu dopingowego. Pantano “wpadł” na EPO.

Kolarski świat jest sprawą Pantano głęboko wstrząśnięty. Zawiedziony postawą swojego (jeszcze) kolegi z ekipy jest między innymi John Degenkolb.

Jestem zszokowany i rozczarowany. Nie sądziłem, że coś takiego w ogóle jest możliwe. Dla nas wszystkich (w drużynie – przyp.red.) był to wielki cios. Nie wiem, jak sobie z tym poradzę

– mówił Degenkolb na antenie belgijskiego radia “RTBF“.

Pantano miał wystartować w zbliżającym się Giro d’Italia.