fot. Geraint Thomas

Geraint Thomas nie ukrywa, że jego celem jest ponowny triumf w Tour de France. Walijczyk, który przed rokiem pokonał swojego kolegę z zespołu, Christophera Froome’a, nie zamierza jednak rozdzierać szat, gdyby nie udało mu się triumfować na Polach Elizejskich ponownie. “Jeżeli ja tego nie zrobię, jest spora szansa, że uda się Chrisowi lub Eganowi Bernalowi” – stwierdził.

Thomas sezon 2019 rozpoczął w Hiszpanii. Podczas Volta a la Comunidad Valenciana nie zanotował jednak żadnych znaczących wyników a ze swojego kolejnego występu – Tirreno-Adriatico – wycofał się z powodu problemów żołądkowych. Po dokładnie miesięcznej przerwie pojawił się w peletonie ponownie – na Itzulia Basque Country. Podczas tej imprezy także miał jednak pecha – na trzecim etapie leżał w kraksie, która doprowadziła do wycofania się z imprezy między innymi Michała Kwiatkowskiego i Juliana Alaphilippe’a. On sam pozostał w stawce, lecz poniósł bardzo duże straty w klasyfikacji, co z automatu przekreśliło jego szanse na walkę w “generalce”.

Choć pierwszej części sezonu “G” z pewnością nie może uznać za udaną, doskonale zdaje sobie sprawę, że ma jeszcze sporo czasu, by odpowiednio się do Tour de France przygotować. Drogą ku temu mają być występy m.in. w Liege-Bastogne-Liege i Tour de Romandie. Nawet jednak, gdyby walka o ponowny triumf w “Wielkiej Pętli” zakończyła się niepowodzeniem, Thomas nie zamierza się załamywać.

Czuję na sobie mniejszą presję, niż przed rokiem, bo zrobiłem już we Francji wszystko, co chciałem. Nie znaczy to jednak, że brakuje mi motywacji. Jestem zdeterminowany, by osiągnąć ten cel, lecz gdyby się nie udało, Tour może wygrać Christopher Froome lub Egan Bernal

– ocenił, zaznaczając jednak, że w peletonie tegorocznej edycji “Wielkiej Pętli” znajdzie się wielu zawodników, zdolnych nawiązać walkę z zawodnikami noszącego już nową nazwę (Team Ineos) zespołu.

Tegoroczna edycja Tour de France rozpocznie się 6, a zakończy 28 lipca. “Grand Depart” nastąpi z Brukseli.