fot. Katusha-Alpecin

Nils Politt (Katusha-Alpecin) dość niespodziewanie zajął w niedzielnym Paryż-Roubaix drugie miejsce, przegrywając tylko z Philippe Gilbertem (Deceuninck – Quick Step). Niemiec nie ukrywa, że osiągniętym rezultatem jest zachwycony, a przegrany z Belgiem finisz to “żaden powód do wstydu”. Dodał jednak, że chciał w inny sposób rozegrać końcówkę.

Politt we wcześniejszych brukowanych klasykach prezentował się nieźle (był m.in. szósty w E3 BinckBank Classic i piąty w Ronde van Vlaanderen), lecz mimo to niewielu było takich, którzy wierzyli, że w “Piekle Północy” będzie w stanie nawiązać walkę z największymi. Tymczasem 25-latek wespół z Gilbertem współtworzył spektakl, który przez fanów kolarstwa zapamiętany zostanie na długo.

Tej zimy trenowałem bardzo ciężko, celując głównie w wiosenne klasyki. Udało mi się osiągnąć niezłe wyniki, ale dzień, w którym stanąłem na podium Paryż-Roubaix z pewnością zapamiętam jako jeden z najlepszych w karierze

– mówił Politt, który nie ma do siebie pretensji o przegrany z Belgiem finisz.

Chciałem na welodromie wyjść zza pleców Gilberta, ale na obiekt to ja wjechałem jako pierwszy i nie miałem za dużego pola manewru, bo za naszymi plecami jechał Yves Lampaert. Przegrałem o metr, ale to nic dziwnego, bo od zawsze uważałem Gilberta za lepszego sprintera od siebie

– podsumował.