Fot. Trek Bikes

Za oknami coraz cieplej, w kalendarzu już wiosna – wielu z nas przygotowuje się już do wyjechania na drogi. Jak dołączyć do coraz liczniejszej grupy „szosowców” i kupić pierwszy rower, który pozwoli złapać bakcyla?

Budżet

Przede wszystkim – co jasne i zrozumiałe – musimy określić swój budżet. Zakładając, że dopiero zaczynamy swoją przygodę z częstszym jeżdżeniem na rowerze, nie warto kupować sprzętu z najwyższej półki. Różnice w sztywności, wadze, zwrotności czy aerodynamice dla początkujących nie są zbyt odczuwalne, a ewentualnie zaoszczędzone fundusze warto zainwestować w co innego.

Z drugiej strony – nie powinniśmy kupować najtańszego roweru, jaki znajdziemy, bo działanie (a raczej jego brak) przerzutek niskiej klasy, opór stawiany przez linki czy znikoma wytrzymałość łożysk będzie problematyczne i może łatwo zniechęcić do dalszego korzystania z zakupionej „szosy”.

Optymalnie będzie więc celować w „widełki” 3 – 5 tysięcy złotych. Dlaczego? Taki budżet pozwoli nam na kupienie roweru na niezłej aluminiowej ramie, osprzęcie klasy Shimano Tiagra-Shimano 105 i w miarę porządnych kołach – w sumie otrzymamy szosówkę na tyle dobrą, że zachęci ona do jazdy i ułatwi złapanie bakcyla. Jednocześnie – jeśli jednak uznamy, że „to nie to” – ewentualny wydatek nie będzie tak bolesny. Poza tym pierwszy rower rzadko jest idealnie trafiony, dlatego powinniśmy się liczyć z wymianą po 1-2 sezonach.

Aero? Waga? Wygoda?

Nie oszukujmy się – pierwsze wypady na szosowe przejażdżki nie będą od razu wyścigami, więc nie ma większego sensu spoglądać na aerodynamiczne czy superlekkie maszyny. Większość z zaczynających swoją przygodę z rowerem nie jest przyzwyczajona do agresywnej geometrii takich „potworów” i – pomimo obiecanych zysków – może stracić przez ból pleców, barków czy bioder. Dlatego warto skierować się ku segmentowi „endurance”, który został stworzony do spokojniejszej, ale dłuższej jazdy. Na takiej „szosie” spokojnie możemy pojechać i z wyższą prędkością, a pokonywane kilometry nie będą sprawiały problemu. Bardziej wyprostowana pozycja i coraz dłuższe „kręcenie” pozwolą na zbudowanie tak zwanej bazy, a nabrane doświadczenie ukierunkuje nasz kolarski rozwój na bardziej zaawansowane modele.

Jakie hamulce?

Jak świat szosowców długi i szeroki tak wiele zdań na temat hamulców tarczowych w rowerach z wąskimi oponami i „barankami”. Prawda jest jednak taka, że w zakładanym wcześniej budżecie bardzo ciężko o hydrauliczne tarczówki, a większość mechanicznych modeli nie jest godna polecenia ze względu na nierówne działanie i problematyczną konserwację. Na początek taniej i prościej będzie więc korzystać z tradycyjnych hamulców obręczowych.

Dopasowanie

Krótko i na temat – WARTO pójść na fitting. Koszt oscylujący w granicach 300-500zł to niewiele w porównaniu do wygody i pewności, jakie otrzymujemy w czasie jazdy. Zawodowiec pokaże nam jaki wybrać rozmiar, jak ustawić kierownicę, klamkomanetki czy siodełko, a także podpowie jaką przybierać pozycję, by ograniczyć niepotrzebne napięcie mięśni.

Fot. Cycling magic

Rower już mam, co dalej?

Niestety – wpadłeś. Kolarstwo to dość drogie hobby i zakup dwóch kółek to dopiero kropla w morzu potrzeb… Do pełni komfortu powinniśmy jeszcze rozejrzeć się za odpowiednim strojem, kaskiem, pedałami, butami, okularami, bidonem, pompką… A to dopiero początek! Do rozpoczęcia jazdy skupimy się jednak na najpotrzebniejszych przedmiotach:

  • strój (koszulka i spodenki) – chociaż większość osób spoza „naszego świata” dziwi się na widok obcisłych szortów z wkładką, to ich zastosowanie ma ogromne znaczenie dla komfortu. Tak zwany „pampers” bardzo mocno zwiększa wygodę na siodełku i wchłania nasz pot, a przylegający materiał zapobiega otarciom. Jeśli chodzi o koszulkę, to najważniejsze jest odprowadzanie potu i kieszonki na telefon czy batonika;
  • kask – piekielnie ważna rzecz! Na bezpieczeństwie nie możemy oszczędzać, dlatego warto kupić nieco droższy model. Zyskamy na wadze (mniejsze zmęczenie karku), dodatkowych systemach ochrony mózgu czy wentylacji. 200-300 zł to już bardzo ciekawe propozycje;
  • okulary – bardzo popularne „chińczyki” może i są tanie oraz ładne, ale mogą fatalnie wpłynąć na nasz wzrok przez brak ochrony przed promieniowaniem UV. Za okolice 150-200 zł dostaniemy już odpowiedni model w prawie każdym sklepie rowerowym, a zdrowie naszych oczu nie będzie narażone;
  • buty – temat mocno powiązany z pedałami. Już na początku warto pomyśleć o systemie SPD, a więc wpinaniu bloków przykręconych do podeszwy w pedały. Zapewnia to płynniejszą pracę nóg, większą moc i lepszą efektywność wysiłku. Poza tym – chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się odwrotnie – poprawia bezpieczeństwo i równowagę w czasie jazdy.
Fot. Trek Bikes

Ostatnia podpowiedź?

Może to oczywiste, ale… pierwszy rower nie powinien pochodzić z internetu. Kupując w sklepie stacjonarnym zyskujemy nie tylko możliwość obejrzenia sprzętu przed zakupem, ale też porozmawiamy ze znawcą tematu, który udzieli wielu rad. Przede wszystkim – nie warto się spieszyć! Lepiej troszkę poczekać, poczytać, potestować i dopiero kupować, a potem jeździć ile wlezie. Szerokości!