fot. Trek-Segafredo

Zwycięzca Mediolan – San Remo z 2015 roku John Degenkolb (Trek-Segafredo) miał pecha w tegorocznej edycji, ponieważ na zjeździe z Poggio popsuł mu się rower. Niemiec nazwał to wielkim rozczarowaniem i wyraził nadzieję, że zostanie im to wynagrodzone w kolejnych wyścigach.

Degenkolbowi spadł łańcuch na zjeździe z Poggio. Wokół niego nie było samochodu drużyny, dlatego wyścig się dla niego w tamtym momencie skończył. Na zdjęciach z transmisji telewizyjnej widać, jak ze złością uderza swoją maszyną marki Trek o asfalt.

Pierwszy monument w sezonie i zakończył się on dla nas wielkim rozczarowaniem. Do podnóża Poggio wszystko szło idealnie. Dobrze było przyjechać na ten wyścig w dobrej formie i z dobrymi nogami. Gdy rozpoczynaliśmy wspinaczkę, moja pozycja nie była zbyt dobra, więc musiałem trochę pocierpieć, by zostać w głównej grupie i zająć dobrą pozycję. Następnie tuż przede mną podzieliło się, ale mimo to wciąż miałem szansę, by dojść – wierzę w to. No i niestety przydarzył mi się defekt, przez co wyścig się dla mnie skończył. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak pracowała cała drużyna. Mam nadzieję, że zostanie nam to wynagrodzone w kolejnych wyścigach

– powiedział John Degenkolb.

Ostatecznie Niemiec zakończył “wiosenne mistrzostwa świata” na 84. miejscu, ponad dwie i pół minuty za zwycięzcą Julianem Alaphilippem (Deceuninck-Quick Step). Najlepszy spośród podopiecznych Stevena De Jongha był Gianluca Brambilla, który uplasował się na 34. miejscu.

De Jongh zdradził, że John Degenkolb sygnalizował przez radio, że czuje się dobrze, więc z pewnością mógłby powalczyć w sprincie. Tym bardziej problem z łańcuchem pozostawił po wszystkim gorzki smak.

Jak na razie wiosenna kampania nie jest udana dla zespołu Trek-Segafredo. Najlepszą lokatą wywalczoną przez jego kolarzy jest czternaste miejsce w Kuurne-Bruksela-Kuurne, autorstwa Edwarda Theunsa.