fot. Mitchelton - Scott

Pierwszy brukowany weekend w sezonie nie był do końca udany dla Luke’a Durbridge’a. Australijczyk jest jednak spokojny o kolejne starty.

Po zakończeniu kariery przez Matthew Haymana, Luke Durbridge stał się praktycznie najważniejszą postacią w ekipie Mitchelton – Scott na wyścigi po bruku. Niestety dla niego, pierwszy weekend w sezonie nie okazał się być szczęśliwy.

Mieliśmy po prostu dużo pecha. Matteo był w bardzo dobrej formie i próbowaliśmy jechać na niego. Niestety przydarzały mu się dwie kraksy i było już po wszystkim. Osobiście w obu wyścigach byłem w czołowej grupie i starałem się robić wszystko, by Trentin dojeżdżał do końcówki w futerale. Był to pierwszy weekend w sezonie, więc brak dobrego wyniku nie jest końcem świata. W końcu przyjeżdżasz tu z Hiszpanii czy Australii i od razu mówisz “oj tak, to jest prawdziwe kolarstwo”. Trzeba więc nieco wejść w nowy rytm

– powiedział Durbridge.

Australijczyk dodatkowo przyznał, że samo pokonanie ekipy Deceuninck – Quick Step powinno być dla wielu prawdziwym sukcesem.

Brukowane klasyki to ich flagowe imprezy. Belgia to ich dom, w którym czują się pewnie. Każdy z nich zdaje sobie sprawę, że stać go na to, by pokonać wszystkich rywali. Taką też mają mentalność startując w innych krajach i to jest ich największy plus. Aby ich pokonać, trzeba naprawdę wchodzić na najwyższy poziom. Na szczęście każdy z nas może się rozwijać

– dodał zawodnik.

Dla Australijczyka kolejnym wyścigiem będzie prawdopodobnie Strade Bianche, lecz jego oficjalny kalendarz nie został jeszcze opublikowany.