fot. BORA-hansgrohe / bettiniphoto

Trasa trzeciego etapu wyścigu Tour Down Under z Lobethal do Uraildli z wynoszącym ponad 3 tysiące metrów przewyższeniem, okazała się zbyt trudna dla Elii Vivianiego (Deceuninck-Quick Step) czy Caleba Ewana (Lotto-Soudal). W obliczu tego sukces sprzed roku powtórzył Peter Sagan (BORA-hansgrohe). 

Dla Petera Sagana jest to pierwsze zwycięstwo w nowym sezonie, które tak samo jak w ubiegłym roku, odniósł na wymagającym etapie kończącym się w Uraidli.

Jestem bardzo szczęśliwy ze zdobycia tej wygranej. Chłopcy z CCC kontrolowali wyścig, a później BORA-hansgrohe rozpoczęła ciężką pracę, abym pozostał z przodu. Dbali także o to, abym był odpowiednio nawodniony. Koniec końców to był wspaniały finisz. Kiedy przejechaliśmy przez ostatni podjazd, wiedziałem, że końcówka będzie podobna do ubiegłorocznej i rzeczywiście była dokładnie taka sama. Przydała mi się znajomość ostatnich kilometrów – to dobrze, że doszło do finiszu z góralami, jestem bardzo zadowolony, ale jednocześnie [Luis Leon] Sanchez był bardzo bliski odniesienia zwycięstwa

– powiedział Peter Sagan po trzecim etapie wyścigu Tour Down Under.

W zwycięstwie byłego trzykrotnego mistrza świata dużą rolę rzeczywiście odegrali jego koledzy z drużyny, a zwłaszcza Jay McCarthy i Lukas Pöstlberger, którzy kasowali ataki przypuszczane po skasowaniu 13 kilometrów przed metą ucieczki.

Tym samym BORA zagrała na nosie drużynie Mitchelton-Scott posiadającej w swoich szeregach obrońcę tytuły Daryla Impeya, która również była licznie reprezentowana w trudnej końcówce. Z kolei wyższość mistrza Słowacji o pół koła musiał uznać całkiem nieźle dysponowany Luis Leon Sanchez z Astany.

Kiedy finiszujesz przeciwko znajdującemu się w dobrej formie Saganowi, trudno jest go pokonać. Mimo wszystko jestem z siebie zadowolony, zwłaszcza, że nie znajduję się jeszcze w stuprocentowej formie

– skomentował Sanchez.