Fot. Marek Bala / naszosie.pl

31-letnia doświadczona i utytułowana Marianne Vos będzie liderką damskiej drużyny World Tour CCC Liv-Team, w której zakontraktowane zostały dwie młode i zdolne Polki – Marta Lach i Agnieszka Skalniak. W przerwie między wspólnymi treningami w Hiszpanii, Holenderka podzieliła się opinią o nowym projekcie, wyraziła zdanie o swoich młodszych koleżankach, a także zdradziła cele na sezon 2019. 

W CCC Liv-Team są dwie młode kolarki z Polski – Marta Lach i Agnieszka Skalniak. Co o nich sądzisz, widzisz przed nimi świetlaną przyszłość? 

Nie znałam ich wcześniej – jedynie trochę Agnieszkę z niektórych wyścigów, natomiast w ogóle nie znałam Marty. Dobrze jest więc spotkać się z nimi w grudniu, kiedy to panuje spokojna atmosfera, sprzyjająca poznaniu się. Obie mają potencjał i mimo że są młode wiedzą, na co je stać oraz chcą się uczyć. Jednocześnie różnią się od siebie, co jest naturalne. Są podekscytowane nadchodzącym sezonem i zmotywowane, a według mnie te wszystkie cechy są najważniejsze. 

Marta Lach powiedziała mi, że podczas treningów starasz się podsuwać im rozmaite wskazówki – na przykład, w jaki sposób pokonywać zakręty. Masz dla nich jeszcze jakieś rady?

Tak, to prawda, choć moim celem nie jest mówienie im, co mają robić, ponieważ one to doskonale wiedzą. Z drugiej strony z przyjemnością przekazuję im wskazówki gdy widzę, że czymś mogę się podzielić. Cieszę się, że tych rad, które wymieniłaś nie odbierają jako krytyki, ale jako coś robionego w dobrych intencjach. To jest bardzo dobre. 

Pamiętasz siebie, gdy miałaś 21 lat? Co wtedy myślałaś o kolarstwie? 

Moja sytuacja było trochę inna, ponieważ szybko przeszłam z kategorii juniorskiej do seniorskiej. Jako dwudziestolatka byłam jedną z liderek drużyny, a teraz mam 31 lat, więc dzieli nas pokolenie… Pomimo to wciąż czuję się młodo, choć oczywiście – jestem bardziej doświadczona. Nie chciałabym jednak, żeby Marta i Agnieszka postrzegały mnie jako kogoś z innej planety. Chcę być po prostu jedną z nich, ponieważ wspólnie ścigamy się, żeby osiągać cele drużyny. To, że one chcą się uczyć, stawać się lepszymi i mają pasję do kolarstwa motywuje również mnie, czuję się świeższa. To będzie już mój czternasty sezon jako kolarki, więc mogłaby wkraść się jakaś rutyna, ale tak nie jest, ponieważ między innymi takie zawodniczki jak dwie młode Polki sprawiają, że czuję się świeżo. 

Startujesz w niektórych zawodach bieżącego sezonu przełajowego. Jakie są twoje najbliższe plany co do tej odmiany kolarstwa? 

Tak, realizuję mały kalendarz startów w przełajach, na który składa się kilka zawodów Pucharu Świata oraz Mistrzostwa Holandii i Mistrzostwa Świata. Zawsze lubiłam kolarstwo przełajowe, choć trudno łączyć je ze startami na szosie. Cieszę się, że jestem teraz tutaj na zgrupowaniu, które również przygotowuje mnie do kolejnych zawodów i Mistrzostw Świata. Po światowym czempionacie skoncentruję się już tylko na szosie. 

Powiedziałaś, że sezon 2019 będzie twoim czternastym w karierze, tymczasem ty znalazłaś się w zupełnie nowej sytuacji – mam na myśli damską ekipę CCC. Jak postrzegasz ten projekt? 

Dobrze, że pojawiła się możliwość stworzenia tej drużyny, ponieważ CCC jest wielką firmą, która inwestuje w kolarstwo od wielu lat. Jej celem jest stworzenie profesjonalnego środowiska, na czym my możemy tylko skorzystać. To dla nas wszystkich jest krok naprzód. Fakt, że jesteśmy niejako wspólnym projektem z męskim składem również nas bardzo cieszy i oddziałuje pozytywnie.  

Jakie są twoje cele na nadchodzący sezon?

Jako drużyna chcemy pokazywać się w każdym wyścigu, w którym wystartujemy. Ja osobiście pragnę dodać wartości tej drużynie – nie chodzi o to, abym walczyła tylko i wyłącznie o swoje cele, ponieważ jeśli zdobędziemy sukces jako drużyna, to będzie to również moim sukcesem. Mam nadzieję, że osiągniemy dobre wyniki w wyścigach rangi World Tour, a ja osobiście chciałabym być w najwyższej formie podczas Mistrzostw Świata w Yorkshire i powalczyć tam o tęczową koszulkę. 

Śledzisz pomysły Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) na reformę kobiecego kolarstwa, chociażby takie, jak stworzenie wyścigu Paryż-Roubaix dla kobiet? 

Tak, śledzę je i współpracuję z UCI na tym polu. Uważam, że poszerzenie kalendarza World Tour kobiet to bardzo dobry pomysł, choć oczywiście zajmie to trochę czasu. Wierzę, że kobiece kolarstwo będzie stawało się coraz lepsze, krok po kroku, oraz że więcej ludzi będzie angażowało się w ten sport – zarówno czynnie, jak i na różne inne sposoby. Teraz jest mały problem z transmisjami telewizyjnymi, ale mam nadzieję, że to się poprawi. Stało się tak na przykład w przełajach. Co do wyścigu Paryż-Roubaix, wspaniale byłoby, gdyby się odbywał, ponieważ panie zdecydowanie są w stanie w nim rywalizować – to nie stanowi żadnych wątpliwości. Mamy wiele kolarek w World Tourze, którym pasowałaby ta trasa, zaś jedyną rzeczą, którą musimy przemyśleć jest kalendarz. Musi być on bowiem zrównoważony. Są wyścigi dla kobiet, które zakorzeniły się w kolarstwie i szkoda by było, gdyby zostały niejako „wypchnięte” przez na przykład „Piekło Północy”. Trzeba więc postarać się, aby nie stracić starych, dobrych wyścigów i jednocześnie wprowadzić nowe. 

Tuż przed Mistrzostwami Świata w Innsbrucku na ten sam temat rozmawiałam z Kasią Niewiadomą, która powiedziała mi, że reformowanie kobiecego kolarstwa nie może odbywać się na zasadzie naśladowania męskiego. Zgadzasz się z nią? 

Całkowicie się z nią zgadzam. Kobiece kolarstwo ma w sobie coś wyjątkowego i trzeba to pokazać, a nie kopiować mężczyzn. Myślę, że gdy ludzie oglądają mistrzostwa świata, igrzyska olimpijskie czy chociażby La Course by Le Tour de France bardzo im się to podoba. Jedyną rzeczą, którą trzeba zrobić, to stworzyć platformę, dzięki której kibice będą mogli oglądać transmisje telewizyjne, ponieważ obecnie w wielu przypadkach śledzenie wyścigów jest trudne – niektóre z nich nie są nawet relacjonowane na Twitterze. Ludzie z całego świata muszą mieć możliwość oglądania najlepszych wyścigów, najlepszych zawodniczek, najlepszych drużyn, oraz powinni móc wchodzić z nimi w interakcje – identyfikować się ze swoimi ulubieńcami.  

Kiedy i gdzie rozpoczniesz sezon szosowy 2019?

Sezon 2019 rozpocznę w marcu, ale jeszcze nie wiem dokładnie w jakim wyścigu. Zakończę starty w przełajach w lutym, po mistrzostwach świata, a następnie najprawdopodobniej ominę kilka wyścigów szosowych i wreszcie zacznę ścigać się w wiosennych klasykach. 

Wiosenne klasyki z pewnością będą dla ciebie oraz dla drużyny istotne.

Tak, ponieważ są to piękne wyścigi i bardzo mi odpowiadają. Będę zatem starała się być w wysokiej dyspozycji w marcu i w kwietniu, by dobrze zaprezentować się z drużyną. Bardzo chcemy uczynić naszą pomarańczową koszulkę widoczną.  

W poprzednim sezonie odniosłaś kilka zwycięstw, w tym w BeNe Ladies Tour, w Ladies Tour of Norway oraz w Crescent Vårgårda. Czy któreś z tych zwycięstw przyniosło tobie szczególną radość, czy może po kilkunastu bardzo udanych latach w kolarstwie po zejściu z pierwszego stopnia podium mówisz sobie: „OK, wygrałam, to przecież dla mnie normalne”?  

Nie, nie…(śmiech). W poprzednim sezonie nie wygrałam wielu wyścigów, które chciałam wygrać, więc nadal mam głód zwyciężania. Cieszę się z tego, że byłam w stanie utrzymać wysoką formę przez dłuższy czas – na przykład w lipcu i w sierpniu. Dla mnie żadne z tych zwycięstw nie jest wyjątkowe, chociaż może to w Szwecji ma coś w sobie, ponieważ zaatakowałam na ostatnim zakręcie, 300 metrów przed metą, i wygrałam. Z kolei wyścig w Norwegii dodał mi pewności siebie, że właśnie nadal mogę utrzymywać stabilną formę. 

Z pewnością widziałaś fantastyczne zwycięstwo Anny van der Breggen w wyścigu o mistrzostwo świata w Innsbrucku? Co o nim sądzisz?

O tak, co to było za zwycięstwo… Zresztą cała holenderska drużyna była bardzo mocna – mieliśmy wiele kart do gry, dzięki czemu innym reprezentacjom trudno było nas pokonać. Anna była zdecydowanie najlepsza na tej trasie, a ponadto odpowiednio się przygotowała. Po zdobyciu złota olimpijskiego właśnie mistrzostwo świata postawiła sobie za cel. Pomogła mi w zdobyciu moich dwóch tytułów – w 2012 oraz w 2013 roku, zatem to pokazuje, że od wielu lat ściga się na wysokim poziomie. Zdecydowanie zasługuje na „tęczę”. Oglądałam ten wyścig w Stanach Zjednoczonych, ponieważ pojechałam na zawody Pucharu Świata w kolarstwie przełajowym. W chwili, gdy zaatakowała jedliśmy śniadanie, a ja powiedziałam: „WOW!”.

Podczas zgrupowania CCC Liv-Team w hiszpańskiej Dénii rozmawiała Marta Wiśniewska