fot. La Vuelta

Drugi z trzech trudnych, asturyjskich etapów za nami. Faworyci znów byli blisko, lecz sytuacja wydaje się być jasna. Czas na oceny.

Plusy:
Szaleństwo
Co by nie mówić, Michał Kwiatkowski nieco dziś zaskoczył. W końcu pomysł uciekania przez cały etap ze stratą ledwie 3 minut do największych faworytów wyścigu jest niezłym szaleństwem. Trzeba jednak pamiętać, że nie próbując, nie dowiesz się na co cię stać. Takie akcje są więc dla nas plusem. Zawsze.

Wciąż w grze
Można mówić o Yatesie, Quintanie czy Lopezie, ale to Alejandro Valverde jest w tym momencie największym kolarzem w peletonie startującym we Vuelcie. Bardzo doświadczony Hiszpan znów pokazuje, że jest po prostu wielki. I chcielibyśmy, by stał się jeszcze większy. Czy stać go na zwycięstwo w całym wyścigu? Być może. Może jutro jeszcze się o tym nie dowiemy, lecz w Andorze wszystko stanie się jasne.

Minusy:
Szczera pomoc?
Rafał Majka dojechał dziś do mety z całkiem dużą stratą, za plecami Emanuela Buchmanna. Kiedy Zgred utrzymywał się w czołówce przed najważniejszymi momentami, można było się zastanawiać jaki jest jego cel. No i w końcu się nie dowiedzieliśmy. Ani specjalnie nie pomógł, ani sam nie powalczył. Być może wczorajsza ucieczka odbiła się na jego formie, lecz w przypadku potrzeby odpoczynku, można było odpuścić wcześniej.

Dzień słabości
Przed asturyjskim tryptykiem bardzo liczyliśmy na Wilco Keldermana. Niestety dzisiaj Holender zanotował znacznie słabszy dzień, który bardzo utrudni mu walkę o dobre miejsce w generalce. Co prawda przed nim wciąż czasówka, lecz na 32 kilometrach indywidualnej walki z zegarem ciężko będzie odrobić aż tak duże straty.