fot. La Vuelta

Jeszcze jeden przejazd wzdłuż złocistych plaż, coś dla górskich kozłów, Granada z zachwycającą Alhambrą i finisz z prawdziwego zdarzenia na jednym ze strzegących jej wzniesień. Wtorkowy etap to Andaluzja w pigułce, jednak wrażeń powinien dostarczyć nie tylko poszukiwaczom turystycznych inspiracji.

Już niedzielny odcinek zakończył się finiszem na podjeździe, jednak ze względu na długość i stopień trudności rezultaty osiągnięte przez potencjalnych pretendentów do tytułu (poza tymi, którzy kompletnie spuchli) na Caminito del Rey nie mogły przesądzać o ich wspinaczkowej formie.

Inaczej będzie dziś, bo choć pokonywanym podczas 4. etapu hiszpańskiej Vuelty wzniesieniom bardzo daleko do tych najtrudniejszych umieszczonych na trasie tegorocznej edycji wyścigu, już ich długość w połączeniu z dopiekającymi kolarzom upałami najprawdopodobniej odciśnie swoje piętno, tym samym rzucając nieco więcej światła na hierarchię pośród liderów na klasyfikację generalną.

Wtorkowa rywalizacja rozpocznie się 50-kilometrową przejażdżką wzdłuż andaluzyjskiego wybrzeża, po pokonaniu których peleton odbije wgłąb lądu, by rozpocząć wspinaczkę na bardzo odpowiednio nazywający się podjazd Puerto de la Cabra, czyli przełęcz kozicy górskiej (16 km, śr. 5.9%, max. 8.75%). Średnie nachylenie nieco zakłamuje rzeczywistość, ponieważ w pierwsze kilometry wzniesienia wkomponowany jest niewielki zjazd, co sprawia, że jego druga część osiąga typowe dla alpejskich podjazdów nachylenia w granicach 7-8%. Największą trudność stanowić będzie jednak długość podjazdu na tak wczesnym etapie rozgrywania wyścigu, w połączeniu z koniecznością pokonywania go w skwarze.

Po zjeździe z Puerto de la Cabra zawodnikom przyjdzie się zmierzyć z pozbawionym kategorii i nazwy wzniesieniem, po pokonaniu którego peleton przejedzie przez doskonale znaną i nieprzerwanie zachwycającą turystów perłę Sierra Nevada, Granadę.

Wówczas pozostanie do rozegrania już tylko finał etapu na debiutującym we Vuelcie podjeździe, Puerto de Alfacar (12 km, śr. 5.4%, max. 11%). Podobnie jak pierwsze wzniesienie dnia, również Alfacar posiada delikatny zjazd wewnątrz pierwszych 4 kilometrów, co sprawia, że jego środkowy segment jest znacznie trudniejszy. Czy jednak ktoś już teraz porwie się na śmiały atak? A może zobaczymy jeszcze jeden sprinterski pojedynek pomiędzy Alejandro Valverde i Michałem Kwiatkowskim? Albo będzie to dzień dla harcowników?

Oto, co na temat 4. etapu wyścigu Vuelta a España 2018 mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji:

Etap 4 , 28 sierpnia 2018: Vélez-Málaga > Alfacar. Sierra de la Alfaguara (161,4 km)

Drugi finisz na podjeździe 93. edycji Vuelty nie należy do najtrudniejszych, jednak powinien wygenerować większe różnice w klasyfikacji generalnej wyścigu niż Caminito del Rey. Jeśli natomiast tak się nie stanie, największa atrakcję dnia będzie zachwycająca o każdej porze roku Granada.

Od rozpoczęcia Vuelty minęły zaledwie trzy dni, a już byliśmy świadkami triumfów specjalisty od jazdy indywidualnej na czas, króla pagórkowatych klasyków i sprintera. O ile pierwszych i ostatnich można we wtorek skreślić z listy potencjalnych zwycięzców etapu, tak na długim, ale odpuszczającym w końcówce podjeździe pod Alfacar w swoje szanse mogą wierzyć zarówno obdarzeni niezłym przyspieszeniem “ardeńczycy”, pełnokrwiści górale, jak również siłą rzeczy wszechstronni harcownicy.

Jeśli świadome wysiłku, jaki czeka zawodników pod koniec drugiego i trzeciego tygodnia rywalizacji ekipy pretendentów do tytułu postanowią pojechać dziś konserwatywnie, uchyla to drzwi artystom-uciekinierom. Co prawda otwierające etap płaskie 50 kilometrów nie będzie ułatwiało stworzenia odjazdu dnia z prawdziwego zdarzenia, jednak jeśli stanie się to dopiero po opuszczeniu nadmorskich szos, możemy w nim zobaczyć jak najbardziej oczekiwane nazwiska.

Pierwszym jest oczywiście broniący koszulki króla gór Luis Angel Mate (Cofidis), któremu dobry występ na pierwszym podjeździe etapu może wystarczyć do pozytywnego rozliczenia dnia.

Po doskonałym występie w otwierającej Vueltę czasówce należy się spodziewać, że specjalizujący się w tego typu rozrywkach Alessandro De Marchi (BMC Racing) dysponuje dostatecznie wysoką formą, by walczyć o etapy z charakteryzującym go zacięciem, a dziś dodatkowo sprzyjać mu będą wysokie temperatury i odpowiadająca jego charakterystyce długość podjazdów.

O triumf z odjazdu dnia mogą również zawalczyć Tiesj Benoot (Lotto Soudal), Alexandre Geniez (Groupama-FDJ), Pierre Rolland (EF Education First), Dan Martin (UAE Team Emirates) czy Mikel Cherel (Ag2r-La Mondiale).

Jeśli natomiast liderzy na klasyfikację generalną postanowią rozegrać finisz między sobą, możliwych jest kilka scenariuszy. Najmniej prawdopodobne wydaje się dowiezienie Alejandro Valverde (Movistar) i Michała Kwiatkowskiego (Team Sky) w okolice ostatniego kilometra, ponieważ w takich okolicznościach triumf jednego z nich wydaje się nieunikniony. A skoro wiem to ja, zapewne są tego również świadomi dyrektorzy sportowi konkurencyjnych ekip.

Możliwe zatem, że na finałowych 2-3 kilometrach zdecydują się zaatakować zawodnicy szybcy, choć nieco ustępujący przyspieszeniem czerpiącemu garściami ze swojej młodości Hiszpanowi i Polakowi. Mam tu na myśli przede wszystkim Simona Yatesa (Mitchelton-Scott), Rigoberto Urana (EF Education First) i Thibaut Pinota (Groupama-FDJ), choć należy podkreślić, że ten ostatni bardzo źle znosi wysokie temperatury.

Atakiem z nieco większego dystansu mogą również zaskoczyć Wilco Kelderman (Team Sunweb), George Bennett (LottoNL-Jumbo), Nairo Quintana (Movistar), Miguel Angel Lopez (Astana), Ilnur Zakarin (Katusha-Alpecin) i David de la Cruz (Team Sky), podczas gdy absolutnie na całego na finałowym podjeździe mogą spróbować pójść Jack Haig (Mitchelton-Scott) i Richard Carapaz (Movistar).

Pełną zapowiedź 73. edycji Vuelta a España można znaleźć > tutaj.

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj