Fot. Delko – Marseille Provence KTM

Przemysław Kasperkiewicz po starcie w wyścigu w państwie Fiordów udzielił naszemu portalowi krótkiego wywiadu. Zawodnik jeżdżący w barwach Delko – Marseille Provence KTM nie ukrywa, że w ostatnim czasie idzie mu jak krew z nosa.

Maciej Mikołajczyk: Za Tobą wyścig Arctic Race of Norway. Mocno dał Ci w kość?

Przemysław Kasperkiewicz: Problem w tym, że na jednym z treningów przed wyścigiem w górach złapał mnie deszcz i od razu się rozchorowałem. I w sumie tak jest do tej pory. Przejechałem wyścig, próbowałem zabierać się w odjazdy ale na walkę w końcówkach, czy na rantach nie było mowy przy tym osłabieniu. Nie ukrywam, że jestem zawiedziony, bo liczyłem w końcu na coś, lecz w tym sezonie, a w szczególności w ostatnich miesiącach wszystko idzie fatalnie. Sam nie rozumiem dlaczego. Chcę bardzo, staram się jak mogę, jednak nic mi nie wychodzi.

Jak oceniasz poziom rywalizacji w Skandynawii i trasę przygotowaną przez organizatorów tego wyścigu?

– Wyścig był naprawdę wymagający. Co prawda, ostatniego dnia tylko padało, także pogoda się udała, jak na północ Norwegii, ale za to wcześniej wiało na każdym etapie. Także było nerwowo, cały czas walka o pozycje. Mnóstwo ataków, aby zabrać się w odjazd. Było tylko kilka ekip WT, a reszta Pro Conti, czy Continental, więc każdy chciał zabrać się w odjazd dnia. Być przed TV i spróbować wygrać etap. Z kolei ekipy WT, czy z wielkimi faworytami, nie chciały puszczać takich dużych odjazdów, ponieważ później jest bardzo ciężko to skasować. Co do trasy, to powiem, że tutaj nikt się nie przywiezie na kole i zafiniszuje sobie w czołowej „10”, bo się dobrze ustawi. Trzeba być naprawdę w niezłej dyspozycji, aby nawiązać jakąkolwiek rywalizację. Każdego dnia ciężkie rundy, na koniec z dość sztywnymi podjazdami.

A który kolarz zaimponował Ci najbardziej podczas tego wyścigu?

– Tutaj chyba nikogo nie zaskoczę tym nazwiskiem. Mathieu van der Poel ,,bawi się kolarstwem”. To klasa sama w sobie. Szkoda, że nie ma całej transmisji wyścigu, ale ogólne chłopak zabiera się w odjazdy od startu. Potrafi jechać przez 1:30 na maksa, a w końcówce i tak wygrywa z taką łatwością. Uważam, że ten zawodnik był najsilniejszy podczas tego wyścigu. Mógł wygrać ten tour bez żadnego problemu, ma również niesamowicie silną i zgraną drużynę, ale trochę przesadził na drugim etapie, co wykorzystała Astana. Słowa uznania także dla młodego kolarza Markusa Hoelgaarda. Skończył wyścig na drugim miejscu w klasyfikacji generalnej. Świetnie się prezentował każdego dnia.

Jakie są twoje cele i plany na dalszą część tegorocznego sezonu?

– Jeśli przez następne dwa dni uda mi się wyzdrowieć, to wystartuję w następnym tygodniu w Bretagne Classic Ouest France 1.UWT. Jeśli jednak będzie dalej, jak jest teraz, to odpuszczę ten występ i zaliczę dwa klasyki (Brussels Cycling Classic Race 1HC) (GP de Fourmies / La Voix du Nord) 1.HC, a na koniec sezonu planuję rywalizować w Presidential Cycling Tour of Turkey 2.UWT.

A jak oceniasz swoje dotychczasowe starty w tym roku? To dla Ciebie przełomowy sezon?

– Byłem zadowolony do Paris Roubaix. Czułem się dobrze. Mówiąc po kolarsku, czułem że mam pod nogą. Cieszyłem się z jazdy i z tego co robię dla drużyny, choć nie było za bardzo okazji, aby pojechać na swoje konto. Później zaczęły się problemy. Wykryto u mnie bakterię, przez którą musiałem pauzować i odpuścić treningi. Gdy wróciłem, było już normalnie w Chinach. Czułem od nowa świeżość w organizmie. Teraz się rozchorowałem, oby to było chwilowe. Szkoda mi było odpuścić start w Norwegii, bo liczyłem, że może uda się na tych zawodach coś zrobić, tym bardziej, że nie mogłem się ścigać przez dłuższy czas. Mam nadzieję, że uda mi się uratować końcówkę sezonu. Nie boję się o przyszły sezon, bo mam ważny kontrakt. Zawsze daję z siebie sto procent. Nie po to mieszkam daleko od rodziny i przyjaciół, aby się tym bawić. Czasami ma się gorsze chwile. Chyba każdy kolarz musi przejść przez taki okres w swoim życiu. Ja się szybko nie poddaję i wiem, że będzie dobrze.

Rozmawiał Maciej Mikołajczyk