© Team Bahrain-Merida / @BettiniPhoto

W wywiadzie dla włoskiego dziennika “La Gazzetto dello Sport”, Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida) skrytykował zachowanie kibiców podczas tegorocznego Tour de France oraz zdradził kulisy kraksy na etapie do Alpe d`Huez. 

Vincenzo Nibali stał się ofiarą bardzo nierozsądnego zachowania kibiców zebranych na legendarnym francuskim podjeździe Alpe d`Huez. Sycylijczyk wjechał w motocykl, który hamował, ponieważ przejazd utrudniali mu właśnie fani, którzy dodatkowo odpalili świece dymne i race.

W niektórych okolicznościach kolarstwo staje się cyrkiem – fani muszą być, ale nie zawsze zachowują się dobrze. Ludzie zbyt dużo piją i robią wszystko, aby pokazać się w telewizji. Gdy ludzie stoją na środku szosy i wymachują flagami, my jedziemy tak, jakbyśmy byli ślepi. Pozostaje nam jedynie modlić się, aby droga była przejezdna.

Moja drużyna i ja słono zapłaciła za tę sytuację, ponieważ ja zapewniam 70 procent widoczności tej drużyny w Tourze. Poza konsekwencjami zdrowotnymi, jak duża jest poniesiona szkoda finansowa?

I jeszcze jedno – choć on nigdy na to nie narzekał – czy wydaje się tobie normalne to, że [Chris] Froome został uderzony podczas swojej pracy? Zbyt często ścigamy się w szalonych okolicznościach

– powiedzaił Vincenzo Nibali.

“Rekin z Messyny” zdołał ukończyć etap, ale za metą nie był w stanie samodzielnie zejść z roweru. Wówczas jego drużyna zorientowała się, że uległ poważnej kontuzji, więc natychmiast został przewieziony na badania do szpitala w Grenoble. Potwierdziły one złamanie kręgu. Na koniec lipca Nibali przeszedł obustronną przezskórną wertebroplastykę dziesiątego kręgu piersiowego, który to zabieg umożliwił mu dużo szybszy powrót na rower.

Leżałem na ziemi nieruchomo i z ogromnym bólem. Niewiele brakowało, a nie mógłbym się ruszać również teraz [Nibali miał na myśli skutki zachowania kibica, który natychmiast po upadku podniósł go]. Najgorsze było jednak dla mnie to, gdy powiedziano mi, że nie będę mógł jeździć na rowerze przez trzy miesiące. Wówczas opadła mi szczęka, ale na szczęście szybko pojawiła się możliwość operacji [która przyspieszyła dojście do zdrowia]

– wyjaśnił Vincenzo Nibali.

Włoch wznowił jazdę na rowerze na początku sierpnia na Sycylii, skąd pochodzi, i gdzie uczestniczył w pogrzebie swojego dziadka. Niedawno potwierdził, że wystartuje w hiszpańskiej Vuelcie, ale bez ambicji sięgających klasyfikacji generalnej. Priorytetem ma być budowanie formy na mistrzostwa świata w Innsbrucku, które wydają się idealnie pasować jego umiejętnościom.

Vuelta jest najlepszą drogą do Innsbrucka. Można tam odnaleźć swój rytm i dojść do najlepszej dyspozycji. Gdy tylko trenujesz, to nawet jeśli mocno się skoncentrujesz, to trudno jest zmusić się do maksymalnego wysiłku

– tłumaczył Nibali.

Lider Bahrain-Merida trenuje obecnie w szwajcarskim Lugano, gdzie mieszka na co dzień. W miniony piątek zrobił pierwszy mocny trening, który trwał trzy godziny i zawierał sprawdzian jego obecnej dyspozycji. Włoch określił ją taką, jakby był styczeń. Przyznał, że wrócił do domu – mówiąc w przenośni – martwy.

Hiszpańska Vuelta rozpocznie się w sobotę 25 sierpnia, natomiast wyścig ze startu wspólnego w ramach MŚ w niedzielę 30 września.