Team Bahrain-Merida / Twitter

W 2014 roku Rekin na etapie po brukowanych odcinkach rozgromił konkurentów i wyszedł na idealną pozycję do walki o klasyfikację generalną.

Piąty etap 101. Tour de France zawierał “zaledwie” 9 odcinków bruku, ale swoje dołożyła pogoda – padający deszcz sprawił, że kolejni zawodnicy mieli ogromne problemy i ponosili straty, a Christopher Froome (Team Sky) musiał wycofać się z rywalizacji. Najlepiej w tych warunkach poradził sobie Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida, wtedy Astana) – Włoch był trzeci i nadrobił ponad 2 minuty nad większością liderów. Nie można się więc dziwić, że przy okazji dzisiejszego “piekła” wielu zwraca uwagę na ewentualne ataki Rekina z Mesyny.

Naszym głównym celem jest dobra jazda i brak strat, jazda na czele wyścigu. Oczywiście etap będzie bardzo ciężki, ale będzie tak dla wszystkich. Wiemy jak trudne jest ściganie po bruku, niektóre sektory są naprawdę mocne. Czymś wyjątkowym będzie wspólna walka specjalistów od wieloetapówek z klasykowcami. Mamy nadzieję na odpowiedni zapał i determinację, tak jak w 2014 roku

– mówił w rozmowie z cyclingnews Nibali.

Włoski mistrz na wszystkich etapach ze startu wspólnego przyjeżdżał w czołówce, ale poniósł minutową stratę podczas jazdy drużynowej na czas. W związku z tym można się spodziewać agresywnej jazdy Nibalego, który nie wyklucza ponownego sojuszu z Jakobem Fuglsangiem (Astana), z którym współpracował w 2014 roku, gdy obaj pojechali po odpowiednio trzecie i drugie miejsce. Aliantami Rekina z Mesyny mogą być też kolarza BORA-hansgrohe – zwłaszcza Peter Sagan, bliski przyjaciel Enzo. Włoch wie jednak, że rywalizacja nie będzie łatwa.

Niektórzy pewnie oczekują, że znowu coś “wykombinuję”. Gdyby to było takie proste… Każda większa ekipa ma w składzie specjalistów od bruku, więc jestem pewien, że oni będą pomagać swoim liderom. U nas też tak będzie – mam Heinricha Hausslera, Sonny’ego Colbrelli i Kristijana Korena. Wszyscy trzej są mocni na kostce, udowodnili to przez lata. Nie będziemy się wstrzymywać, ale kto wie co się wydarzy zanim dojedziemy do Roubaix?

– zakończył retorycznie Nibali.