fot. BORA-hansgrohe

Po trzecim etapie jazdy drużynowej na czas Rafał Majka awansował na jedenaste miejsce w klasyfikacji generalnej, a do lidera Grega Van Avermaeta (BMC) traci 50 sekund. Zminimalizowanie strat do takiej liczby było wszystkim na co było stać ekipę BORA-hansgrohe na bardzo szybkiej i wymagającej trasie. 

Rafał Majka nie popadł po etapie we frustrację. Ze spokojem przyjął zaistniałą sytuację i stwierdził, że nie zajmuje złej pozycji w klasyfikacji generalnej.

To był ciężki etap i wszyscy bardzo cierpieliśmy. Ja czułem się dobrze i często nadawałem tempo, ale nie byliśmy dziś w stanie znaleźć odpowiedniego rytmu, w związku z czym straciliśmy kilka sekund więcej niż zakładaliśmy. Pozycja, którą zajmuję w klasyfikacji generalnej wciąż jest dobra, a przed nami wciąż wiele wymagających etapów, na których możemy zyskać czas

– powiedział Rafał Majka oficjalnej stronie internetowej drużyny BORA-hansgrohe.

BORA-hansgrohe napisała, że “wymagająca trasa nie pasowała Peterowi Saganowi”. Rzeczywiście, Słowak potwierdził, że dokuczał mu upał i przeszkadzała charakterystyka tej “czasówki”, zawierającej podjazdy, zjazdy, ciasne zakręty i długie proste, sekcje prowadzące ulicami miasta, jak i terenem wiejskim, a do tego zaraz po starcie został bez napoju…

Od startu miałem dziś złe nogi. Było bardzo gorąco i na dodatek już 400 metrów po starcie wypadł mi bidon. Cierpiałem, ale mimo wszystko z szacunku do legendarnej żółtej koszulki dałem z siebie wszystko. Bardzo chciałbym pomóc Rafałowi trochę bardziej, ale taki jest sport – raz masz dobre, a raz gorsze dni. Jutro przed nami kolejna szansa i jak zawsze damy z siebie wszystko

– dodał Peter Sagan.

Wypowiedzi swoich zawodników uzupełnił dyrektor sportowy Enrico Poitschke, według którego nie była to zła czasówka w ich wykonaniu, ale też nie najlepsza. Niemożność znalezienia odpowiedniego rytmu zrzucił na karb nerwów związanych z faktem obecności po raz pierwszy w historii BORA-hansgrohe maillot jaune.