fot. ASO / Alex Broadway

Brytyjska i francuska ekipa pokazywały swoją moc na górskich etapach Criteirum du Dauphine, co przyniosło lekkie “napięcie”. Czarę goryczy przelał atak Francuzów po defekcie lidera.

Na ostatnim etapie, około 40km przed metą, Geraint Thomas (Team Sky) przebił oponę na zjeździe z Col des Saisies. Zanim mechanicy wymienili sprzęt Walijczyka, lider miał prawie minutę straty do peletonu, w którym mocno pracowała ekipa Ag2r La Mondiale. Dzięki pomocy kolegów żółta koszulka wróciła do czołówki; po chwili kamery uchwyciły krótką rozmowę między Thomasem, a Romainem Bardet (Ag2r).

Jak wreszcie udało nam się wrócić, po niezłej pogoni, to kilku gości – Adam Yates, Dan Martin i Bob Jungels – mówili to samo, że jak oni [Ag2r] zobaczyli, że mam problem, to ktoś krzyknął przez radio i nagle poszedł pełny gaz. Po prostu do nich podjechałem i im za to podziękowałem. Nie jestem osobą, która się obraża, ale na pewno tego nie zapomnę

– mówił po wyścigu Thomas.

Francuska ekipa broni się przed zarzutami rywali dość prostą “taktyką” – wszyscy zgodnie stwierdzili, że mocna praca na czele peletonu zaczęła się długo zanim liderowi przytrafiła się pechowa sytuacja.

Już pracowaliśmy, nie mieliśmy zamiaru się zatrzymywać przez defekt. Takie jest ściganie, nie przyspieszaliśmy, tylko utrzymywaliśmy to samo tempo. Wyjaśniłem to Geraintowi, bo jechaliśmy po etapowy sukces

– stwierdził Bardet.

W tym samym tonie wypowiadał się też Vincent Lavenu, menedżer Ag2r La Mondiale.

Byliśmy na czele od 10km. Przecież byśmy się nie zatrzymali, żeby na nich czekać, to logiczne.

W zeszłym roku zawodnicy Team Sky kilkukrotnie mieli pretensje o podobne sytuacje. Najsłynniejszą był krótki atak Fabio Aru podczas Tour de France, za który Chris Froome lekko “popchnął” Włocha.