Fot. Katusha-Alpecin

Przejście Iana Boswella do ekipy Katusha – Alpecin okazało się strzałem w dziesiątkę. Amerykanin, już za niespełna miesiąc, może zadebiutować w Tour de France.

Przez ostatnie lata, Boswell był jednym z wielu silnych pomocników w ekipie Sky. Tym samym bardzo ciężko było mu się przebić do najlepszej dziewiątki, która rokrocznie startowała w najważniejszym wyścigu w kalendarzu – Grande Boucle. Tym razem, po solidnym występie w Criterium du Dauphine, Amerykanin jest bardzo bliski spełnienia wielkiego marzenia.

Po Kalifornii nieco się obawiałem o swoją dyspozycję. Miałem wrażenie, że zderzyłem się ze ścianą. Po wyścigu wybrałem się w góry w pobliżu Nicei na 10 dni i to zdało egzamin. Start w Tour de France to moje marzenie z dzieciństwa i zrobię wszystko, by tym razem się spełniło. Ostatnio zdecydowanie za dużo rozmyślałem o małych rzeczach. Teraz czas zająć sobie głowę jednym, wielkim celem

– powiedział Boswell.

Do tej pory, Amerykanin próbował swoich sił w Giro d’Italia oraz Vuelta a Espana. Tam jednak nie odnosił większych sukcesów.