Fot. Quick-Step Floors

Góry północy Italii już niedługo zaczną srożyć się na horyzoncie, jednak na zasadzie idealnego kontrastu, dziś włoski wielki tour osiągnie swój najniższy po wizycie wewnątrz krateru Ramon punkt. Zarówno hipsometrycznie, jak i pod względem emocjonalnym. Profil dedykowanego sprinterom piątkowego etapu pozbawiony jest życia, ale już jutro wybuchnie ono ze zdwojąną siłą w Alpach Karnickich.

Niezależnie od kierunku podróży, przeprawa peletonu przez Nizinę Padańską zawsze wygląda podobnie: sztywne podjazdy zastępowane są przez wiadukty kolejowe, plantacje winorośli przez nieco mniej wyrafinowane uprawy, a antyczne ruiny przez hale fabryczne. Tak wygląda lokomotywa gospodarki. Dla sprinterów będzie to jednak bardzo ważny dzień, bo w Nervesa della Battaglia czeka ich realistycznie ostatni pojedynek przed wieńczącym cały wyścig kryterium ulicami Rzymu.

Z czego wynikały wczorajsze problemy Elii Vivianiego (Quick-Step Floors)? Najprawdopodobniej dowiemy się dzisiaj. Jeśli był to jedynie zły dzień, to Włoch, który miał zdominować sprinty w tegorocznej edycji Giro d’Italia będzie musiał dać z siebie wszystko by dowieść, że to on jest górą w pojedynkach z coraz pewniejszym siebie Samem Bennettem (Bora-hansgrohe).

W walkę o trzecie miejsce jak zwykle spróbują się włączyć Sacha Modolo (EF Education First), Niccolo Bonifazio (Bahrain Merida) i Danny van Poppel (LottoNL-Jumbo). Tegoroczne Giro lubi jednak niespodzianki, więc kto wie, być może któryś z innych kolarzy postanowi nas pozytywnie zaskoczyć.