fot. Giro d'Italia

Jak rozpocząć narrację w wielkim tourze, który zapowiadany jest jako lekko stylizowany na lata ’90 pojedynek dwóch znakomitych specjalistów od jazdy na czas? That’s a bingo! Stara jak sam świat, o którym potrafimy opowiadać za pomocą pisma, Jerozolima otworzy dziś swoje mury przed różową armią uczestników 101. edycji Giro d’Italia, ale na niełatwej trasie wiodącej przez samo jej serce każdy z nich będzie mógł liczyć wyłącznie na siebie. Gotowi na pierwsze niespodzianki?

Tylko odrobinę zbyt długi, by móc nazwać go prologiem, odcinek inaugurujący pierwszy wielki tour sezonu to znacznie więcej, niż zazwyczaj rozgrywane w analogicznych sytuacjach próby mocy, szybkości i aerodynamiki. Bardziej wszechstronni ze specjalizujących się w jeździe na czas zawodników nie pozostają bez szans na etapowy triumf, dekorację z wymarzoną maglia rosa w roli głównej i kąpiel w morzu confetti, jednak arsenał umieszczonych na trasie przeszkód nie pozostawia wątpliwości, że pierwszy ważny pojedynek pretendentów do tytułu zwycięzcy tegorocznej edycji Giro d’Italia zobaczymy już w piątek.

Charakterystyczny dla etapów jazdy indywidualnej na czas szum trenażerów będzie tym donośniejszy, że wspinaczka po ondulowanej (dziękuję za podsunięcie trafnego określenia) trasie rozpocznie się tuż po zjeździe z rampy startowej, a krótką historię kolejnych kilometrów napiszą następujące po sobie pagórki i nie dające wiele wytchnienia, techniczne zjazdy. Wytyczony na piątek odcinek wiodący przez samo serce Jerozolimy nie wydaje się dostatecznie długi, by kluczowym elementem stało się właściwe rozłożenie sił, jednak liczne zmiany kierunku jazdy, nawroty, zróżnicowany typ nawierzchni i konieczność ciągłej zmiany rytmu sprawią, że trudno będzie poczuć podczas jego pokonywania komfort i sprowokują zawodników do popełniania błędów. Te natomiast oznaczają, że po rozegraniu etapu różnice w klasyfikacji generalnej powinny być większe niż w przypadku standardowych prologów, dzięki czemu możemy się spodziewać przynajmniej kilku niespodzianek. Zarówno pozytywnych, jak i tych mniej.

Dynamika jazdy na czas w połączeniu z ogromem informacji zazwyczaj przekazywanych podczas odcinków inaugurujących wielki tour zapewne nie pozwoli rozwodzić się nad lokalnymi specjałami, jednak warto wiedzieć, że obok wszechobecnego hummusu (tu na pieczywie i z bakłażanem) należą to nich między innymi pudding z migdałami i naleśniki z ricottą.

Oto, co na temat 1. etapu 101. edycji wyścigu Giro d’Italia mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem imprezy:

Etap 1 (ITT), 4 maja: Jerusalem › Jerusalem (9,7 km)

101. edycja Giro d’Italia rozpocznie się krótką jazdą indywidualną na czas na ulicach Jerozolimy, eksponując wiele atrakcji największego z izraelskich miast. Pagórkowata trasa etapu dedykowanego pamięci zasłużonego w obronie żydowskich społeczności Gino Bartalego wieść będzie szerokimi arteriami miasta, a punkt pomiaru czasu znajduje się na jej 5. kilometrze (5.1). Meta znajduje się na bardzo krótkim, lecz sztywnym podjeździe (śr. 9% na ostatnich 100 metrach).

Ostatnie sezony wykreowały Rohana Dennisa (BMC Racing) na najskuteczniejszego specjalistę od szybkich i płaskich prologów, podczas gdy niekwestionowanym królem dłuższych, pagórkowatych etapów jazdy indywidualnej na czas stał się Tom Dumoulin (Team Sunweb).

Organizatorzy Giro d’Italia stworzyli im okazję by spotkać się w połowie drogi, jako inaugurujący 101. edycję imprezy etap proponując odcinek krótki, ale zmuszający do ciągłej zmiany rytmu, wyrównując szanse Australijczyka i Holendra. Dość zaskakująco to Dennis ma za sobą lepszą wiosnę, jednak wynik jego starcia z obrońcą tytułu może zostać zdeterminowany przez rzeczywisty cel (a nie ten przekazywany mediom), jaki zawodnik ekipy BMC Racing postawił sobie na włoski wielki tour – jeśli jest nim dobry wynik w klasyfikacji generalnej wyścigu, paradoksalnie można dziś oczekiwać odrobinę gorszego rezultatu.

Lider ekipy Sunweb ma za sobą katastrofalną wiosnę, dlatego jego występ na trasie odcinka jazdy na czas w Jerozolimie odpowie na jedno z najważniejszych pytań, które stawiamy sobie tuż przed wielkim startem Giro d’Italia. O ile bowiem jest prawdą, że najlepsi górale stawki mogą sobie na tym etapie pozwolić na pewne niedostatki formy w oczekiwaniu na mityczny ostatni tydzień, jeśli Dumoulin realistycznie myśli o obronie tytułu sprzed roku, w dyscyplinie ciągle stanowiącej jego główną domenę nie może uronić ani sekundy.

Będzie też Chris Froome (Team Sky), którego kompetencji w zakresie jazdy na czas nie można bagatelizować, nawet jeśli pozostałe pisane i niepisane reguły funkcjonowania wszechświata zdają się w odniesieniu do jego osoby nie funkcjonować.

Spośród nie mających zakusów na dobry wynik w klasyfikacji generalnej specjalistów, o walkę o etapowy triumf pokusić się mogą przede wszystkim Victor Campenaerts (Lotto Fix All), Jos Van Emden (LottoNL-Jumbo), Ryan Mullen (Trek-Segafredo), Remi Cavagna (Quick-Step Floors) czy najmłodszy uczestnik 101. edycji włoskiego wielkiego touru – Mads Pedersen (Trek-Segafredo). Nie można również całkowicie odmówić szans na dobry występ Tonemu Martinowi (Katusha-Alpecin) i Vasilowi Kiryience (Team Sky), nawet jeśli w ostatnich miesiącach i latach, delikatnie mówiąc, nie błyszczeli formą.

Na tle generalnie skoncentrowanych na trudnym zadaniu minimalizowania strat liderów, pozytywnie powinni wyróżnić się dzisiaj Thibaut Pinot (Groupama-FDJ), Tim Wellens (Lotto Fix All), Alexandre Geniez (Ag2r-La Mondiale) i Miguel Angel Lopez (Astana).

Warto również zwrócić uwagę na poczynania Maximiliana Schachmanna (Quick-Step Floors), Luisa Leona Sancheza (Astana), Wouta Poelsa czy Davida de la Cruza (Team Sky).

Pełną zapowiedź 101. edycji Giro d’Italia można znaleźć tutaj

Mapy i profile tutaj

Lista startowa tutaj

Plan transmisji TV > tutaj