ASO / Karenn Edwards

Hiszpan pierwszy raz od pięciu lat musiał uznać wyższość innego kolarza na szczycie Mur de Huy.

Wydawało się, że Walońska Strzała może być nazwana na cześć Alejandro Valverde (Movistar). W ostatnich latach Bala z łatwością mijał rywali i raz za razem triumfował na szczycie krótkiego, ale bardzo stromego podjazdu Mur de Huy. Hiszpan znalazł wreszcie swojego pogromcę – Juliana Alaphilippe’a (Quick-Step Floors).

Wszyscy jechali przeciwko mnie, ale to było normalne – wiadomo, że to ja byłem głównym faworytem. Odjeżdżam stąd zadowolony, bo wiem, że dałem z siebie wszystko, co mogłem. Byłem piąty w Amstel i drugi tutaj, ale walczył o zwycięstwo do końca. Nie czuję się dziwnie, że przegrałem, po prostu inaczej

– mówił po wyścigu Valverde.

Na przedostatniej rundzie od peletonu odjechała bardzo silna grupa, w której znalazł się m.in. Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida). Valverde razem z kolegami z ekipy musieli gonić, ale doświadczony kolarz przyznaje, że przegrał rywalizację dopiero na finałowym podjeździe pod Mur de Huy.

Przegrałem na Mur. Grupa Nibalego była bardzo silna i drużyna musiała bardzo mocno pracować. Przegrałem jednak już na samym podjeździe do Huy. Jestem w najlepszej formie życia, ale Alaphilippe był lepszy. Zaatakował bardzo wcześnie, a ja skoczyłem zanim i byłem w stanie go dogonić, ale całej energii zużytej na pogoń zabrakło już w końcówce. Starałem się więc jedynie dojechać na pewnym drugim miejscu.

Przy okazji słynnego wyścigu Hiszpan wspomniał o ewentualnym końcu kariery. Wygląda na to, że na razie nie musimy się obawiać, że Valverde odwiesi rower na wieszak.

Chcę dojechać do Igrzysk Olimpijskich w Tokio, potem mam jeszcze rok kontraktu i chciałbym podpisać kolejny. Myślę, że przed nami jeszcze wiele pojedynków między mną i Julianem na Mur de Huy. Może nie będę w tak wspaniałej formie jak w ostatnich latach, ale na pewno będę walczył

– zapewnił “Bala”.