Fot. Team Sky

Michał Kwiatkowski (Team Sky) wraca na bruki. Mając przed sobą największe cele w sezonie 2018, w Niedzielę Wielkanocną zrobi przystanek we Flandrii, mateczniku kolarstwa. Mistrz świata z Ponferrady wierzy, że jest mu to potrzebne. 

Jakie masz wrażenia po piątkowym rekonesansie trasy wyścigu Ronde van Vlaanderen? 

Po Volta ao Algarve przejechałem ostatnie 120 kilometrów wyścigu, a dzisiaj pokonaliśmy tylko te ważniejsze podjazdy. Chciałem sprawdzić sprzęt, na którym trenowałem po Mediolan-San Remo. Oczywiste jest, że bardzo ważne było dla mnie to, abym odbył jeszcze chociaż krótki trening po brukach. Ten rekonesans tylko potwierdził to, co w sensie sprzętu ustaliłem po powrocie z Portugalii. Samopoczucie jest dobre i cieszę się, że mogłem tu przylecieć w odpowiednim momencie, konkretnie w czwartek, i wejść trochę w wyścigowy rytm. W sumie na rowerze spędziłem trzy godziny, pogadałem z chłopakami o tym, co może zdarzyć się na wyścigu, odświeżyłem trasę i tyle.

Warunki atmosferyczne determinują ostatnio ściganie w Europie. Jaka jest pogoda we Flandrii? 

Dzisiaj było sucho, temperatura wynosiła około 10 stopni Celsjusza, więc nie było zbyt zimno. Prognozy cały czas się zmieniają, ale na niedzielę zapowiadany jest dość silny wiatr, nawet do 25 km/h, maksymalna temperatura 8-9 stopni i 40 procent szans na deszcz. Generalnie więc pogoda w kratkę, ale trzeba być przygotowanym na najgorsze, bo to wszystko może mieć wpływ na rywalizację.

Ronde van Vlaanderen będzie twoim pierwszym brukowanym wyścigiem w tym sezonie. Czy ma to dla ciebie jakieś znaczenie?

Czy ja wiem…Gdy wygrałem E3 Harelbeke [w 2016 roku – przyp. M.W.] też był to mój pierwszy wyścig z brukami w sezonie. Tak samo jak teraz, wówczas też nie myślałem zbyt wiele o przygotowaniach. Jeżdżąc w Quick-Stepie startowałem w wielu wyścigach klasycznych, a jest to drużyna mająca ogromne doświadczenie w tej materii. Nauczyłem się więc tego i owego o jeździe po brukach. Oczywiście, może chciałoby się, żebym do Ronde był lepiej przygotowany, ale nie można zapominać, jakie są moje najważniejsze cele na ten sezon – ardeńskie klasyki, Tour de France i końcówka sezonu. Nie mogę zatem z powodu jednego wyścigu przewracać wszystkiego do góry nogami. Mimo to po poprzednim sezonie chciałem wystartować w Ronde van Vlaanderen i wiedziałem, że aby do tego doszło potrzebna jest tylko jedna niewielka zmiana w kalendarzu, tzn. porzucenie startu w Grand Prix Miguel Indurain. Nie przeszkadza mi to, że nie startowałam w innych flamandzkich klasykach, bo oglądając je w telewizji widziałem, jak okropne warunki atmosferyczne podczas nich panowały. W kontekście zbliżających się ardeńskich klasyków mogłoby mi to tylko zaszkodzić.

W wywiadzie dla magazynu “Procycling” powiedziałeś, że startując w Ronde van Vlaanderen należy troszczyć się przede wszystkim o sprzęt oraz o to, aby pojechać mądrze drużynowo, a dopiero później o dyspozycję fizyczną. Czy mógłbyś tę myśl rozwinąć?

Zamiast rozwijać tę myśl mogę podać przykład drużyny Quick-Step Floors, która wygrywa jeden wyścig za drugim dzięki przewadze liczebnej w kluczowych momentach wyścigu i to na pewno przydaje się w klasykach, takich jak: Mediolan-San Remo, De Ronde czy Paryż-Roubaix. Bardzo dobrze jest mieć kilka kart do gry i odłożyć na bok swoje ego, bo nie w ten sposób wygrywa się wyścigi. Trzeba umiejętnie rozdawać karty, ponieważ w przeciwnym razie, jeśli powierzymy wszystko przypadkowi, to znaczy będziemy myśleli: “a może uda się dojechać po kołach i wygrać”, to w większości przypadków się nie uda. Lepiej mieć los w swoich rękach, a nie liczyć na łut szczęścia.

Jaka jest według ciebie recepta na dominujących ostatnio podopiecznych Patricka Lefevere`a?

Na pewno w kluczowych momentach należy obserwować rywali i kalkulować, kto ma najsilniejszy zespół, kto wydaje się mocny, kto jak oddycha itp. Akurat w “De Ronde” tych kluczowych faz wyścigu jest mnóstwo – Kwaremont, Paterberg, Koppenberg, Taaienberg itd. Ciężko przewidzieć scenariusze, ale umiejętność czytania wyścigu i gospodarowania siłami drużyny i swoimi są bardzo istotne. Ekipa Quick-Step Floors ostatnio dominowała, ale to nie oznacza, że tak będzie również w najbliższą niedzielę. Rozmawiamy dziś, dwa dni przed wyścigiem, i to jest właściwie gdybanie. Generalnie trzeba być bardzo elastycznym i pamiętać, że skład drużyny Sky jest inny niż w poprzednich latach.

Jak spędzisz sobotę, ostatni dzień przed wyścigiem?

Przede wszystkim musimy zmienić lokalizację, bo jak pewnie wiesz wyścig zaczyna się w Antwerpii, więc po krótszym porannym treningu będziemy musieli zmienić hotel, żeby być bliżej miejsca startu [w piątek drużyna Sky przebywała w Kortrijk – przyp. M.W.]. Potem masaż, no i trzeba pomyśleć o diecie – przed tak długim wyścigiem dobrze jest zjeść odpowiednią ilość węglowodanów. Ja bez względu na pogodę będę chciał wyjść na szosę.

Co będziesz robił w czasie poprzedzającym Ardeński Tryptyk?

Na pewno nie będę ryzykował życia w Ronde van Vlaanderen, bo dzień później zaczynam Vuelta al Pais Vasco, który to wyścig traktuję jako część przygotowań do Ardenów. Jest to kluczowa “etapówka” w kontekście przygotowań do tych wyścigów. Nie chciałbym pozostać przez prawie miesiąc bez ścigania po górach, bo jeśli policzyć czas od Tirreno-Adriatico do Amstel Gold Race to byłoby to długo. W tym roku muszę to połączyć z występem we Flandrii, ale myślę, że jest to do zrobienia, by zregenerować się i dobrze pojechać w Kraju Basków. Potem zostanie mi już tylko solidny wypoczynek, a czas na wykończenie wykonanej pracy nadejdzie podczas wyścigów.

Jaka będzie twoja rola w drużynie podczas Tour of the Basque Country?

Chciałbym pomóc drużynie, jak tylko się da. Ale też nie wiem, jak mój organizm zareaguje na start we Flandrii. Dużo będzie zależało od pogody i od tego, jaki będzie przebieg wyścigu. Na pewno nie będzie łatwo, ale jednocześnie wiedziałem o tym starcie już od dłuższego czasu i wierzę, że jest mi to potrzebne, więc na razie myślę przede wszystkim o niedzieli.

Rozmawiała Marta Wiśniewska