fot . Paris - Nice

Czwarty etap Paryż – Nicea był prawdziwym popisem Wouta Poelsa. Holender wręcz zmiażdżył przeciwników, wyraźnie zbliżając się do pozycji lidera klasyfikacji generalnej. 

Czasówka w Saint-Etienne miała na dobre podzielić stawkę i ustawić generalkę przed decydującymi odcinkami w “Wyścigu ku słońcu”. Niewątpliwie tak też się stało. Mimo to, sporym zaskoczeniem była przewaga Wouta Poelsa nad przeciwnikami, która pozwoliła mu stać się jednym z głównych faworytów do wygrania całej imprezy. Co ciekawe, Holender był pewny swego już od samego rana.

Rano, po rekonesansie, wiedziałem, że będzie to mój etap. Trasa bardzo mi odpowiadała, a w szczególności jej pierwsza część. Taki etap bardzo mi się przyda, szczególnie po tak dużej ilości pecha, jaką miałem wczoraj, przez co Luis Leon Sanchez konkretnie mi odjechał. Nie wiem, czy 15 sekund to wiele. Mam nadzieję, że ze spokojem to odrobię. Wciąż możemy rozgrywać wyścig dużo lepiej taktycznie, gdyż Sergio także utrzymał wysoką pozycję w generalce. Zmniejszenie zespołów do 7 osób nieco utrudniło kontrolę wyścigu, lecz wierzę, że damy radę

– powiedział Poels na konferencji prasowej.

Do kolejnego wielkiego pojedynku liderów powinno dojść już w piątek, na etapie kończącym się w Vence.