fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Wymieniając główne postaci kolarskiego światka z sezonu 2017, zdecydowana większość z nich to uznane marki, które już wcześniej udowadniały swoją wartość. Nieco inaczej jest w przypadku Dylana Teunsa, którego formę z pewnością można uznać za największą niespodziankę ostatnich miesięcy.

Już jako bardzo młody zawodnik, Teuns dawał znać o swoim talencie i niemałej umiejętności czytania wyścigu. Jak to jednak bywa w Belgii, był jednym z wielu wyróżniających się kolarzy, którzy mają szansę osiągnąć wiele. Na jego szczęście, ekipa Jong Vlaanderen postanowiła dać szansę właśnie jemu.

O późniejszym przejściu do ekipy BMC mówiło się bardzo wiele. W końcu Teuns miał wtedy 23 lata (22 wliczając staż). Wówczas, ponownie wielu specjalistów określało go jako wybuchowy talent, który może w peletonie sporo namieszać. Mimo to, niewielu w to szczerze wierzyło.

“Przeciwko” Belgowi były także… wyniki. Przez pierwsze dwa lata w World Tourze, Dylan nie osiągnął wiele, choć nawet ekipa dawała mu bardzo dużo szans walki na własne konto w mniejszych, lecz wciąż dobrze obsadzonych wyścigach. Gorsza postawa była też motorem napędowym dla osób uwielbiających plotki. Wiele z nich nie widziało już miejsca dla młodego zawodnika w składzie amerykańskiego teamu, co zasadniczo mogło nawet skończyć jego karierę.

Na szczęście Jim Ochowicz i spółka postanowili jeszcze raz mu zaufać. Efekt? Znamy wszyscy. Wakacyjne miesiące sezonu 2017 były dla Teunsa zdecydowanie najlepsze w karierze. W końcu zwycięstwa w Tour de Wallonie, Tour de Pologne i Arctic Race of Norway nie są dziełem przypadku. Warto jednak przyjrzeć się samemu stylowi, a nie suchym wynikom.

Nie da się ukryć, iż Belg był w lipcu i sierpniu jednym z najmocniejszych zawodników na świecie. Co więcej, śmiem twierdzić, że w takiej formie mógłby z powodzeniem pomieszać szyki Alejandro Valverde podczas ardeńskiego tryptyku. Los chciał, że doskonała dyspozycja przyszła akurat latem.

Co ważne, Teuns nie jest kolejnym zawodnikiem młodego pokolenia, nastawionym na odpowiednią kalkulację, ekonomię i inteligentne rozgrywanie końcówki. Jeśli tylko poczuje, iż pod nogą ma więcej niż rywale, nie baczy na przeciwności – atakuje i robi wszystko co w jego mocy, by do samej kreski utrzymać przewagę. Takich kolarzy zaczyna brakować. Tym lepiej, że Belg jest jednym z nich.

Czy już w przyszłym sezonie dane mu będzie zagrać ważniejszą rolę? Być może. Z pewnością mądrzejsi będziemy po wyścigach takich jak Paryż – Nicea.