Fot. Quick-Step Floors

Katalończyk przeszedł do Team Sky przed sezonem 2018 i na razie jest zachwycony nowym otoczeniem.

David de la Cruz ostatnie trzy sezony spędził w Quick-Step Floors. W zespole Patricka Lefevere młody kolarz osiągnął sporo ładnych wyników – m.in. wygrane etapy Vuelta a Espana, Vuelta al Pais Vasco i Paryż-Nicea oraz siódme miejsce w hiszpańskim wielkim tourze. Ostatni występ przebiegał całkiem nieźle (walka o czołówkę we Vuelcie), ale kraksy na przedostatnim etapie uniemożliwiły końcowy sukces. Dobra jazda pozwoliła jednak na transfer do Team Sky.

W Sky mogę zrobić kolejny krok naprzód w swojej karierze. Oczywiście będę miał mniej szans niż w Quick-Step Floors, ale jednocześnie jak już dostanę rolę lidera, to będę miał większe wsparcie. Gdybym był specjalistą od klasyków, to zostałbym w belgijskiej drużynie

– De la Cruz mówił w rozmowie z magazynem Sport.

Chociaż utalentowany zawodnik mógłby walczyć o najwyższe cele, to cieszy się, że w brytyjskim zespole będzie mógł wspierać najlepszych kolarzy świata.

Z wielką radością będę pracował dla najlepszych. Oczywiście jeśli pojadę na Tour de France, to po to, by pomóc Froome’owi. Team Sky jest najsilniejszy, to jest punkt odniesienia dla wszystkich. Na przykład – to oni wprowadzili rozjazd na rolkach po etapach, a teraz prawie każdy to robi.

Reprezentant Hiszpanii jest zadowolony nie tylko z działania samej drużyny. De la Cruz przyznaje, że zaimponowała mu osoba szefa Team Sky – Davida Brailsforda.

To, co mnie zaskoczyło, to fakt, że Brailsford zawsze chce być o krok przed innymi. On jest “Stevem Jobsem kolarstwa”. Jest bardzo inteligentny, potrafi niesamowicie zarządzać i porozumiewać się z podopiecznymi. Ma wrodzoną zdolność do zjednywania sobie ludzi w dążeniu do marzeń. Potrafi przekonać, że to, co mówi, jest możliwe

– zakończył hiszpański kolarz.