fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Julien Vermote i Serge Pauwels uczestniczyli w lądowaniu awaryjnym samolotu po tym, jak w luku bagażowym uruchomiły się czujki przeciwpożarowe.

Belgowie wracali z obozu drużyny w Cape Town w Republice Południowej Afryki. Vermote przeszedł do Dimension Data z Quick-Step Floors, a Pauwels reprezentował drużynę z Czarnego Lądu już w sezonach 2015-2017. Obaj wybrali lot do Amsterdamu, ale musieli awaryjnie lądować w Nicei, gdy okazało się, że w luku bagażowym pojawiło się zagrożenie pożarowe.

Stewardessy akurat podały śniadanie, ale musiały je szybko zabierać. Chwilę potem pilot ogłosił, że czujniki dymu w luku bagażowym się włączyły i musimy awaryjnie lądować w Nicei

– opowiadał Het Nieuwsblad Pauwels.

Według danych lotu samolot opadł z pułapu ponad 11 000 metrów na niecałe 5 500 metrów w kilka minut po odkryciu pożaru. Pauwels porównał to do zjazdu ze szczytu Mont Ventoux do Bedoin w każdej minucie.

To było straszne. Siedziałem przy wyjściu ewakuacyjnym, więc miałem przed sobą stewardessę i słyszałem jak się modliła. Myślałem, że nie dożyję 34. roku życia

– kontynuował Pauwels.

Na szczęście sytuacja zakończyła się pomyślnie – pilot bez problemu wylądował awaryjnie w Nicei, a służby szybko zajęły się nieprzyjemną sytuacją. Po pięciu godzinach akcji i badań strażacy pozwolili na dalszy lot do Amsterdamu – alarm okazał się fałszywy. Vermote opisał sytuację jako “niezbyt przyjemny kwadrans życia”.